-Ale Ci dogadała..-powiedział.
-Wkurwiła mnie. Jeszcze zobaczy.
-Ej! Tylko nie przesadź z tym co zamierzasz zrobić.-powiedział z uśmiechem.
-Spokojnie.-uśmiechnąłem sie i obaj ruszyliśmy do naszych przyjaciół i motorów. Pojechaliśmy do domów.
***
Następnego dnia przyjechałem normalnie do szkoły. Po lekcjach oczywiście była próba. Nadal lekko zły i pewny siebie wszedłem na salę i podszedłem do nauczycielki.
-Przepraszam Panią że mnie nie było ostatnio ale miałem ważne sprawy rodzinne. Ash już nie musi zajmować mojego miejsca skoro wróciłem prawda?-patrzyłem jej sie prosto w oczy i tylko widziałem jak jej źrenice się rozszerzają i zmniejszają.
-Tak jasne.-powiedziała zahipnotyzowana po czym dodała głośniej tyle że już nie do mnie-Ash złaź ze sceny!
-W łazienkach jest brudno. Ash chyba nie ma co robić?-powiedziałem znowu patrząc sie nauczycielce prosto w oczy.
-Ash powiedziałam złaź ze sceny i mam dla ciebie inne zajęcie! Posprzątasz łazienki!
-Ale..
-Nie ma żadnego ale!!!-wrzasnęła znowu nauczycielka.
Uwielbiałem swoje wampirze zdolności. Minąłem chłopaka z delikatnym uśmiechem. Ten patrzył sie na mnie oczyma pełnymi nienawiści.
Pff.. dobrze mu tak.
No to pierwsze dwa punkty z mojego planu zaliczone. Teraz czas na kolejny.
Wszedłem na scenę i podszedłem do Alaski.
Nadal była wściekła lecz czułem że ulżyło jej kiedy Ash został zdjęty z głównej roli. W sumie sie nie dziwię..
-Zacznijmy!!!-wrzasnęła nauczycielka.
Skąd w tak małym ciele tyle siły? Hmm...
Zaczęliśmy. Ćwiczyliśmy teraz scenę w ogrodzie.
-Drwi z blizn, kto nigdy nie doświadczył rany. Lecz cicho! Co za blask strzelił tam z okna! Ona jest wschodem, a Julia jest słońcem! Wznijdź cudne słońce, zgładź zazdrosną lunę, Która aż zbladła z gniewu, że ty jesteś Od niej piękniejszą; ukarz ją zaćmieniem Za tę jej zazdrość; zetrzyj ją do reszty! To moja pani, to moja kochanka! O! gdyby mogła wiedzieć, czem jest dla mnie! [...] Ptaki ocknęłyby się i śpiewały, Myśląc, że to już nie noc, lecz dzień biały. Patrz, jak na dłoni smutnie wsparła liczko! O! gdybym mógł być tylko rękawiczką, Co tę dłoń kryje!-powiedziałem.. sądzę że bardzo dobrze bo wszyscy na sali zamilkli a ze strony Alaski odczuwałem zaskoczenie.. pozytywne.
-Ach!-nie wiem czy powiedziała to bo tak miała w tekście czy po prostu jej sie wyrwało.
-Cicho! coś mówi. O! mów, mów dalej, uroczy aniele; Bo ty mi w noc tę tak wspaniale świecisz, Dwie najjaśniejsze, najpiękniejsze gwiazdy Z całego nieba, gdzie indziej zajęte, Prosiły oczu jej, aby zastępczo Stały w ich sferach, dopóki nie wrócą.
Lecz choćby oczy jej były na niebie, A owe gwiazdy w oprawie jej oczu: Blask jej oblicza zawstydziłby gwiazdy, [...] Jak on po ciężkich chmurach się przesuwa. I po powietrznej żegluje przestrzeni.-Alaska sie uśmiechnęła.
Była zachwycona! Czyżbym ja na prawdę mile zaskoczył?
-Romeo! czemuż ty jesteś Romeo! Wyrzec się swego rodu, rzuć tę nazwę! Lub, jeśli tego nie możesz uczynić, To przysiąż wiernym być mojej miłości, A ja przestanę być z krwi Kapuletów.-powiedziała z uśmiechem.
-Mamże przemówić czy też słuchać dalej?-zapytałem z mrugnąłem do niej.
-Nazwa twa tylko jest mi nieprzyjazną, Boś ty w istocie nie Montekim dla mnie.
Jestże Monteki choćby tylko ręką, Ramieniem, twarzą, zgoła jakąkolwiek Częścią człowieka O! weź inną nazwę! Czemże jest nazwa? To, co zowiem różą, Pod inną nazwą równie by pachniało; Tak i Romeo, bez nazwy Romea Przecieżby całą swą wartość zatrzymał. Romeo! porzuć tę nazwę, a w zamian Za to, co nawet cząstką ciebie nie jest, Weź mię, ach, całą!
Ćwiczyliśmy tak dalej. Spodobało mi sie to. Kiedy wreszcie skończyliśmy długie wymiany zdań wszyscy zaczęli nam być brawa. Mrugnąłem znowu do Alaski po czym wziąłem swoje rzeczy i skierowałem sie do wyjścia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz