piątek, 27 listopada 2015

Od Maksa

Jako że pilnowaliśmy tego miasta.. i można powiedzieć że należało ono do nas (nie pod względem materialnym lecz terytorialnym jako istoty nadnaturalne) musieliśmy dbać o porządek.
Siedzieliśmy w domku w lesie. Taa... wraz z resztą moich bliskich zamieszkaliśmy już tu na stałe. W końcu za pół roku skończymy 20 lat. Jesteśmy w odpowiednim wieku by jeśli mamy na to możliwość wyprowadzić się od rodziców. Jako że dom był duży mieściliśmy się w sześcioro i nawet został jeden pokój gościnny.
Teraz siedzieliśmy w bawialni i rozmawialiśmy.
-Niepokoi mnie to. Nie możemy pozwolić by chodził wolny i mordował.
-Ale nie wiemy kto to.-powiedziałem.
-Myślicie że to istota nadnaturalna?-zapytał Eryk.
-Możliwe lecz może to być też tylko zwykły człowiek który ma nierówno pod sufitem. -powiedział Mark.
Nagle Ada wypuściła z ręki szklankę i oparła się o kanapę... Jej oczy zrobiły się całe białe. Sam szybko usiadł obok niej i wziął ja za rękę. My sie nie ruszaliśmy. Wiedzieliśmy ci się dzieje. Adrianna miała wizję.
-Nie.. Proszę.. Nie.. Ale.. Nie.. Jednak.. Nie.. Krew.. Aaaa!!!!... Nie chcę!... Proszę!.. Ratunku!... Pomocy!!!-trzęsła się.. widać było że się poci.. ruszała białymi jak śnieg oczami jakby patrzyła na coś co się bardzo szybko rusza- Krew.. wszędzie.. o matko!... nie... NIEWINNI!!!.. nie wszyscy... To on.. widzę go.. patrzy się.... o nie.. idzie.. idzie.. widzi mnie.. uśmiecha się.. sięga po coś.. nie!.. krew.. wszędzie..
Adrianna zamknęła oczy i osunęła sie w objęcia Sama nieprzytomna. Zasnęła.
-Co to było?-zapytał Mark przerażony.
Westchnąłem i mentalnie uspokoiłem wszystkich.
-Zaniosę ją do pokoju. Musi odpocząć. Ta wizja była wyczerpująca. -powiedział Sam biorąc na ręce siostrę.
Wszedł po schodach na górę.
-Idę się przejść.-powiedziałem.
Wyszedłem z domu. Założyłem kaptur i wsiadłem na swój nowy motocykl. Zatrzymałem się dopiero w mieście. Zaparkowałem na parkingu przy parku. Szedłem patrząc się na ludzi.



Adrianna widzi tylko tragedie. A więc kto następny?
Wtedy ją zobaczyłem. Szła chodnikiem. Uśmiechnąłem się.
-Hej.-powiedziałem.
-Znamy się?-zapytała zdziwiona.
-MAks.. mechanik z warsztatu. A ty to Alaska jak dobrze pamiętam?
-Aaa... rzeczywiście. Wybacz.
-Jak tam? Samochód dobrze działa?
-Tak.. mama nie narzeka.
-To dobrze. Co tu robisz sama?
-Em... wracam ze sklepu.
-Nie powinnaś sama chodzić o tej porze. Zaczyna robić się ciemno.
-Nic mi nie będzie.
-W okolicy grasuje seryjny morderca. Odwiozę cie do domu dobrze?
-A jaka mam pewność że ty nim nie jesteś?
-Stuprocentową.-uśmiechnąłem się.
-No nie wiem czy powinnam jechać z obcym chłopakiem..
-Znamy się już. to nasze drugie spotkanie. Jaki wiec obcy-powiedziałem.
-No w sumie..
Udało mi sie ja przekonać i teraz szliśmy w stronę motoru. Dałem jej swój kask a sam założyłem tylko kaptur. Ruszyłem ostrzegając ja by złapała sie mnie mocno by nie spadła..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

statystyka

Popularne posty

Obserwatorzy