Całe to spotkanie miało się odbyć podczas tegorocznego balu z okazji założenia miasta. Przynajmniej moja rodzina nic nie odwali kiedy w około będą inni, zwykli, niczego nieświadomi ludzie.
-Kochanie.. nie wiem w co sie ubrać.-powiedziała i usiadła wzdychając na kanapie.
Byliśmy w garderobie w jej domu... no nie długo nie tylko jej domu ale to wyjaśnię potem.
-Masz pełno ślicznych sukienek a poza tym nie ważne co założysz.. i tak będziesz wyglądała najlepiej.
-Jesteś uroczy.-powiedziała i podeszła.
Pocałowała mnie po czym poszła w kierunku wieszaków z sukniami.
-Może ta?
-Która?-zapytałem podchodząc bliżej.
-Uszyła mi ją jedna z najlepszych pokrowcowych. Miałam założyć ją na bal do księcia Augusta lecz nie zdążyłam. Twoje rodzeństwo bowiem stwierdziło że nadszedł czas bym poszła spać. Myślę że nie wygląda tak strasznie i nie widać żeby była nie z tej epoki a poza tym.. W końcu każdy ma być ubrany w stylu który panował kiedy to miasteczko zostało założone. A to było tylko 57 lat po tym jak trafiłam do grobu. Zgadza się?
-Tak. Myślę że będzie idealna. Symbolizowała wydarzenie wojny miedzy moim rodzeństwem a twoim.. myślę że to idealny czas by ją założyć. W końcu dziś wojna sie zakończy.
Zadowolona zaczęła sie szykować. ja zrobiłem to samo.
Jednak nie mieliśmy jechać na bal razem. Chciałem przygotować rodzeństwo a poza tym należałem do rodziny założycieli (no w sumie to sam byłem założycielem ale jak wyjaśnić ludziom że grupa pseudo 20 latków założyła miasto która ma około 342 lat?.. także ten wątek jest trochę skomplikowany).
***
Na balu już po jego rozpoczęciu oczekiwałem Kath. Cały czas zerkałem w stronę drzwi. Ad i chłopaki sie niecierpliwili. Cały czas zadawali mi pytania kiedy ja poznają.
Wtedy zobaczyłem jak wchodzi, pełna gracji i stylu.
Wyglądała cudownie!! Jak prawdziwa księżniczka.. (choć w sumie.. Jak nie patrzeć jest córką pierwszych wampirów którzy władali resztą wampirów, to w sumie tak jak rodzina królewska). Suknia połyskiwała idealnie w świetle lamp. Jakby zdobiły ją miliony gwiazd. Włosy miała idealnie upięte na bok. Wyglądała idealnie. Była idealna.
-Przyszła.-powiedziałem tylko rodzeństwu i nie zastanawiając sie nawet czy usłyszeli poszedłem w stronę Katherine.
Dziewczyna zajmująca się płaszczami akurat wzięła jej. Podszedłem do niej i pocałowałem ja delikatnie by nie "ukraść" jej szminki z ust.
-Wyglądasz cudownie -wyszeptałem jej do ucha.
Wziąłem ją za rękę i poprowadziłem w stronę moich bliskich.
Kiedy tylko spojrzeli się na Katherine widziałem i wyczuwałem w nich złość, niepokój i nienawiść.
-Zachowajcie się nieodpowiednio a mnie już nigdy więcej nie zobaczycie.-powiedziałem do nich mentalnie.
-Witajcie.-powiedziała Katherina.
Chłopaki mimo iż byli wrogo do niej nastawieni zostali oczarowani jej wdziękiem i urokiem.
Ada wymusiła uśmiech.
-Witaj Katherine.-powiedziała.
Przynajmniej nie powiedziała nic złośliwego.
Zauważyłem idącą w naszą stronę Alaskę. Dobrze.. czas na przełamanie lodów.
Al też wyglądała ślicznie. Ale ja byłem za bardzo zauroczony Katherine by docenić wygląd innych panien.
-Hej.-powiedziałem do niej a ona nawet nie ukrywała zaskoczenia.-Chciałem przedstawić Ci moją dziewczyne. Katherine.
-Miło mi Ciebie poznać.-powiedziała Kath. -Maks opowiadał mi dużo o tobie.. o was.-powiedziała z uśmiechem.
Wyglądało na to że jednak ten bal wcale nie okaże sie błędem.
*** Od Katherine ***
Dużo kosztowało mnie by być miłym dla osób które mnie skrzywdziły jednak były to ważne osoby dla Maksa. Przed północą zobaczyłam GO. Akurat tańczyłam z Maksem kiedy poczułam na sobie JEGO wzrok.
Długo szukać GO w tłumie nie musiałam. Stał przy drzwiach. Nie odwrócił wzroku kiedy na niego spojrzałam. Czekał na mnie.
Byłam zła ale także i przerażona. Mimo to wiedziałam ze w końcu będę musiała mu zmierzyć czoła. Nie uciekłabym od tego.
-Maks muszę na chwilę gdzieś iść. Niedługo wrócę. Nie czekaj na mnie tylko baw sie dalej.
-Coś sie stało?-zapytał.
-Nie. Spokojnie. Nie odejdę daleko i niedługo wracam. -pocałowałam go w policzek uważając by nie zostawić na nim śladu szminki.
Wiedziałam że mi ufa i za mną nie pójdzie. I za to go kochałam.
Ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych ale już GO tam nie było. Wyszłam więc z budynku i tam go zobaczyłam. Pokręciłam głową zniesmaczona, zła i nadal lekko przerażona.
-Czego tu chcesz?-zapytałam oschle.
-Nie tym tonem moja droga mała Katherine.
-Nie jesteś moja? Ja kto? A czyż nie jesteś moją jedyną córką?-powiedział mój ojciec.
-Nie.
-Nie? ciekawe.
-Twoja córka umarła w grobie. Ja nie przyznaję się do tej rodziny. Jestem inna.
-Tak? A czyż nie ciągnie cię do twojej prawdziwej natury?
-Jestem inną osoba.
-Nie moja droga. Udajesz. JA to wiem, ty to wiesz.. i tamci niedługo też sie o tym dowiedzą. Moje dzieci nie udają. Ty też w końcu przestaniesz bawić sie w dobrą kochaną dziewczynkę tych hybryd.-powiedział oschle.
-Nie! Nie znasz mnie! Odejdź i nigdy więcej nie zakłócaj mojego spokoju.
-Tego pragniesz?-zapytał.
-Tak.
-Twoje serce uważa co innego. Łakniesz krwi. Nie dasz rady tak dłużej. Jeszcze się spotkamy moja mała Katherine. I bedzie to szybciej niż myślisz. Ale wtedy to ty przyjdziesz do mnie.
Znikł. A ja jeszcze trochę tak stałam po czym z udawanym uśmiechem wróciłam na salę. Martwiłam się.. Ojciec mnie znał lecz ja naprawdę starałam sie być teraz inną osoba. Chciałam być lepsza.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz