Animak nie zrobił szkód nikomu z ludzi, Klaus widocznie ma nad nim tak silną władzę, że stworzenie jest w stanie go posłuchać we wszystkim. Jednak podobno wampiry mają wystąpić do wilkołaków o podzielenie terytoriów, ponieważ jedni wchodzą na drugich czego obie strony mają dość. Tylko czarownice się nie wychylają, słuch o nich zaginął.
W szkole wszyscy patrzyli się na moją zabandażowaną prawą rękę, która była rozcięta jak szynka. Cztery cięcia od pazurów animaka nie są groźne, nie wda się jad,bo one nie zarażają wilkołactwem czy czymś podobnym.
Tylko, że cholernie boli.
Nadal nie było Maksa w szkole. Za niego grał mój były, który był z siebie jak widać bardzo zadowolony. Robił wszystko tak, bym ja miała kłopoty u pani Lee, co swoją droga doskonale mu wychodziło. Byłam wściekła, nie na Maksa, że kolejny dzień omija próbę, a na Asha, który dumny z siebie niszczy mi życie w szkole.
-Romeo... - zaczęłam, starając się nie pokazywać nienawiści do niego, tylko to uczucie, jakim Julia darzyła Romea.
Trudniejszej rzeczy na świecie chyba nie ma, niż udawanie w sztuce, że kocha się osobę, której się w rzeczywistości tak naprawdę szczerze nienawidzi.
Co prawda - wychodziło mi to nawet nieźle, jak zapominałam, że przede mną stoi mój wkurzający ex, niszczący mi dzień za dniem.
Tak, fantastycznie, prawda?
-Ona nie umie grać! - krzyknęła Sara za moimi plecami przerywając dialog Asha.
Ashley, Francesca i Bae spojrzały się na nią z odrazą i jednocześnie dziwnymi ognikami w oczach informujące Sarę, by prędko zamknęła usta zanim zdarzy się coś, czego wszyscy by żałowali.
Fran jest człowiekiem, a Bae czarownicą. Jedyną, która do tej szkoły chodziła. Reszta z jej... sabatu (?) nie mogła się pokazywać. Bae była najmłodsza, podobno. Jeśli wampiry bądź wilkołaki ją wyczują, będzie miała przesrane.
Czarownice, jak słyszałam od Huberta, są na ten czas niebezpieczne dla obu ras, bo chcą tą ziemię dla siebie, a tajemnicza osoba która nimi teraz ''rządzi'' chyba ma jakieś złe układy z wilkołakami i wampirami, bo jeśli jest to cała prawda, to faktycznie... może lepiej by Bae nie chodziła tu do szkoły...?
Czarownic jest mało, dosłownie garstka, oczywiście tu w Wolftown. O niczym ani nikim więcej nie wiem. To i tak cud, że Hubert ma do mnie wystarczające zaufanie i o wszystkim mi mówi. Jednak.. w tajemnicy. Jeśli Klaus dowiedziałby się, że wiem więcej niż powinnam... to zrobi krzywdę albo Hubertowi, albo mi. Prawdopodobieństwo jest takie, że padnie na mnie, bo układ między nim a moim bratem polega na mnie. Ot cały układ.
-Saro, mogłabyś się uciszyć? - wzięła głęboki wdech pani Lee, i kiwnęła głową w moją stronę.
-Może Sara... powinna... wejść za mnie w rolę Julii? - spytałam, mając już dość towarzystwa obu znienawidzonych osób.
-Z jakiej racji? To, że się nie zbyt lubicie nie zwalnia was z grania w sztuce, a na dodatek w rolach jakie wam przydzieliłam. Ma być idealnie, nic mnie więcej nie obchodzi, Alasko.
Przewróciłam oczy.
Słysząc zaraz potem dzwonek sama szybko zwinęłam rzeczy i wyszłam ze szkoły. Napotkałam na parkingu we własnej osobie - Maksa. Jednak nie miałam ochoty na żadne rozmowy. Szczególnie z nim.
-Przepraszam, że nie było mnie na kilku próbach... - zaczął.
-Nie przepraszaj, jeśli nie czujesz winy.
-Winy? - zatrzymał mnie.
-Nawet nie chcesz w tym uczestniczyć. Dostajesz główną rolę i nawet nie zjawiasz się na próbach! Ja gram ze swoim byłym który na dodatek próbuje mnie zniszczyć!
-O co ci chodzi?
-O to, że lecisz sobie w kulki chyba!
-Przestań, o ile wiem, tobie też nie chce się w tym grać! - zaśmiał się.
Spojrzałam na niego.
-Mam cie w dupie, rozumiesz? Zależy mi na odegraniu tej roli bez względu na to, czy jakiś ostatni kretyn i debil grający główną rolę, łaskawie przybędzie na próby!
-Może oddam tę rolę?! - krzyknął już podirytowany.
-Nie obchodzi mnie to, co zrobisz. Roli oddać nie można, pytałam się już.
-Chciałaś oddać rolę?
-Co cię to obchodzi? Idź się może utop, na drzewo zrywaj banany... cokolwiek! Nie obchodzisz mnie już. Chociaż na próby się zjawiaj, odegrasz to tak jak lubisz, na odwal się. Przynajmniej do czegoś się nie musisz przykładać. Kretyn.
Odeszłam zła i wsiadłam do samochodu Ashley.
Bae jak zwykle przed dzwonkiem zniknęła, bo musi tak wychodzić. Jeśli złapie ją wampir lub wilkołak... ma przesrane.
Zła wróciłam do domu i czekałam na powrót mamy i taty.
środa, 11 listopada 2015
Od Alaski
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
statystyka
Popularne posty
-
Byłam przerażona! Nie mogłam pozwolić by Klaus dostał to dziecko. Dziś przeprowadziłam poważną rozmowę z Maksem. Wieczorem pojechałam do Al...
-
Siedziałam w domu i czekałam aż wróci mój brat. Miałam z nim do pogadania. Chciałam się wiele jeszcze dowiedzieć... Akurat gdy robiłam ...
-
Parę dni spędziłem na leczeniu się. Kiedy już mogłem wstać z łóżka i normalnie samodzielnie chodzić zszedłem na dół. Wsiadłem na tarasie. Po...
-
Gdy weszłam do sali gdzie leżała Kath po porodzie... wcale nie poczułam się lepiej. Wcale nie poczułam tego, że macierzyństwo to piękna sp...
-
Wiedziałam, że czarownice stoją za wszystkim. Jestem częścią jakiegoś planu czy coś, nie mogli zaatakować mnie bez powodu. A jeśli jestem ...
-
Alaska została uwolniona z zarzutów, Matt siedział w więzieniu a dzisiejszego wieczoru miałem przedstawić Kath moim bliskim. W sumie to oni ...
-
Byłem wściekły! Podszedł do mnie Aki. -Ale Ci dogadała..-powiedział. -Wkurwiła mnie. Jeszcze zobaczy. -Ej! Tylko nie przesadź z tym co z...
-
Bae znów się pojawiła. Trzymała w ręku wodę. Kucnęła przy mnie i pokręciła głowa obserwując całą mnie - zakrwawioną i obitą. -Zostaw hybr...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz