wtorek, 5 stycznia 2016

Od Alaski

  Gdy weszłam do sali gdzie leżała Kath po porodzie... wcale nie poczułam się lepiej. Wcale nie poczułam tego, że macierzyństwo to piękna sprawa i mieć dziecko to równie cudowne jak i sama ta mała istotka która na ręku trzymała moja przyjaciółka.
-I jak się czujesz? - spytałam. - Widzę, że jeszcze żyjesz.
  Zaśmiałyśmy się.
-Jeszcze tak. Ciesze się, że już po wszystkim...
-Kath... może to nie najlepsza chwila na poważne rozmowy o moim dziecku które we mnie siedzi, ale... nie będę miała kiedy Ci tego powiedzieć.
-No...?
-Nie chcę sprowadzać kłopotów na Ciebie i Twoja rodzinę. Wolę... oddać to dziecko.
-Alasko, nawet mnie nie wkurzaj.
  Maks wszedł do środk, spojrzał się na mnie pytająco i zdezorientowany spytał, o co się w ogóle rozchodzi.
-O nic.
-Słyszałem. Chcesz zrobić największy błąd w swoim życiu.
-Dla mnie to najlepsze wyjście. Nie obchodzi mnie to dziecko. Ani to, co się z nim stanie.
-Wiesz, Maks... wpadłam na pomysł, byśmy zaadoptowali dziecko Alaski. To lepsze, niż zostawienie go Klausowi.
-Dobry pomysł. - przytaknął Maks. - Nie rób czegoś czego będziesz żałować.
-Nie chcę mieć problemów z dzieckiem, ani problemów z Klausem,  ani zwalac na was lawinę problemów bo Klaus został przeze mnie zignorowany a nasza umowa nie istnieje bo ja tak sobie zechciałam i zmieniłam zdanie.
-Alasko...
-Nie chcę żyć bez Matta, jasne? Kocham go. Nienawidzę go. Nawet już nie wiem co czuje. Nie dam rady do porodu i albo coś mnie zabije, albo ja popełnie samobójstwo z bezsilności. Ja pasuje.
  Wyszłam z domu i poszłam do apteki po tabletki...
poronne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

statystyka

Popularne posty

Obserwatorzy