poniedziałek, 9 listopada 2015

Od Alaski

-No moi drodzy! Za dwa tygodnie już będzie nasza sztuka w Londynie!
-W Londynie?! - krzyknęła Sara zaskoczona.
-Tak! Będą nas oglądać wiele sponsorów, może kimś się szczególnie zainteresują.
  Uniosłam brew. To nie dla mnie. Myślałam, że tylko będę musiała zagrać w szkolnej sztuce... a nie w czymś większym...
  Spojrzałam na Ashley która trzymała w rękach kamerę. Jej zadaniem było udokumentowanie chwil ze sceny i z poza.Musiała się czymś zająć, a że nie miała pomysłu na projekt dla szkoły, skorzystała z propozycji pani Lee, która jest swoją drogą bardzo młoda, wysoka i zgrabna. Nie wiem co robi w szkole jako nauczycielka, powinna iść na modelkę.
  Po zebraniu grupowym każdy zaczął przedstawiać po kolei swoje sceny. Lee marudziła na niektóre osoby. Była dosyć wymagająca. Grała w niektórych serialach, wpychała się, ale za to miała doświadczenie.
  Te osoby, które na razie nie występowały były za sceną. Siedziałam przy lustrach i wygłupiałam się układając wieżę ze szminek i różnych kosmetyków które leżały z boku lustra. Przyszła do mnie z kamerą Ashley.
-Powiedz kilka słów. Co sądzisz o tym przedstawieniu? - spytała nagrywając. - Zachowaj się profesjonalnie, bez wygłupów.
-Uważam, że jest naprawdę do dupy. - zaśmiałam się. - Nie mam za grosz talentu... nadaję się do sportów bądź grania na Xboxie.
-A co sądzisz o Julii Capulet?
-Umiem jej tekst ale za nic nie umiem go dobrze powiedzieć.
-Jak oceniasz swojego partnera, Romea?
-Nie znamy się dobrze, więc nie mam co oceniać.
-Arogancki?
-Skąd.
-Sztywniak?
-Nie... Ashley, co to ma do przedstawie...
-Ha! Denerwujący?! Może...
-Ashley!!! - spojrzałam na nią zdenerwowana.
-Dobra,dobra! A jak się czujesz przed próbami?
-Czuje się tak. - odparłam.
-Czyli super ekstra? - spytała Ashley poważnie.
-Tak.
-Zero stresu?
-Nic a nic.
-A jak czujesz się na siłach przed premierą w Londynie?
-Premierą? To zwykłe przedstawienie w zadupiałym teatrze.
-To ty nie wiesz? - zdziwiła się i wyłączyła kamerę. - Będziemy grać w największym teatrze w Londynie, znani reżyserzy i agencja modeli będzie nas wybierać.
-Co...?
  Złapał mnie mały stres. Ale nie dawałam tego po sobie poznać.
-Super.
-Alaska Channel McCurly i Maks Stone! - krzyknęła pani Lee.
-Trzymaj kciuki. - szepnęłam do Ashley.
-Nie widziałam go dzisiaj.
-Gdzieś jest. - wzruszyłam ramionami.
-No wiesz, że nagrywam ze wszystkimi zebranymi tutaj...
-Pewnie dopiero przyszedł.
  Wyszłam zza kulis i ze sceny, ale wśród wszystkich przesłuchanych nie było Maksa. Podeszłam do Pani Lee a ona rozejrzała się.
-Stone! - wydarła się zdenerwowana.
  Wspomniałam, że łatwo się denerwowała?
-Złość piękności szkodzi, proszę pani. - powiedział do niej Tomy, z ostatniej klasy.
-Cicho bądź! STONE! Nie ma go, tak? - spojrzała na mnie.
-Nie wiem... - zaczęłam, a ona przerwała mi krzykiem.
-JAK TO NIE WIESZ?! Powinnaś wiedzieć, jesteś jego partnerką! Dobra, dziewczyno, weź się do roboty, bo zgłoszę do dyrektora twoje nieróbstwo!
-Ale co ja takiego... - zaczęłam spokojnie.
-Milcz i wyjdź stąd.
-Ale... Proszę pani... - spróbowałam znów spokojnie.
-WYJDŹ POWIEDZIAŁAM! - wrzasnęła, aż podskoczyłam.
  Wyszłam z sali.

  Był wieczór, było już ciemno, więc poszłam do domu bokiem lasu. Nie wchodziłam tam, bo wiadomo, że Hubert mi zabronił, no i tata. On jest surowy, nie chcę mieć problemów z nim i z jakimiś pieprzonymi wilkołakami.
  Jednak moją uwagę zwrócił pożar. Poszłam w stronę unoszącego się dymu nieopodal. Nie myliłam się, pożar był jak cholera. Złapałam za telefon, jednak usłyszałam niedaleko jakiś dziwny odgłos. Poszłam w jego stronę, może to jakieś zwierzę potrzebuje pomocy i nie może się wydostać? Brzmiało to jak piszczenie psa. Dosyć dziwne piszczenie psa...
  Ale że od zawsze byłam obrończynią praw zwierząt poszłam za odgłosem stworzenia, które pewnie potrzebuje pomocy. Trzymałam w ręku telefon w zamiarze zadzwonienia na straż pożarną jak tylko znajdę zwierzę.
  Jednak to co zobaczyłam zwaliło mnie z nóg.
  Przede mną stał dwu metrowy,czarny wilkołak. Nie był to jednak taki zwykły, był... inny. Cofnęłam się, myśląc, że mnie nie usłyszy. Nastąpiłam na jakąś gałązkę, a on odwrócił się i ryknął przeraźliwie.
-Cholera... - jęknęłam.
  Rzuciłam się w ucieczkę przed dziwnym stworem. Oczywiście, że biegał szybko. Chodził na dwóch łapach, ale biegał na dwóch. Był ogromny, niewiarygodnie umięśniony i futrzasty. Zęby miał jak wampir, ale cztery razy dłuższe, szpony pięć razy takie.
  Dogonił mnie po chwili, byłam tylko człowiekiem więc szybko mu poszło.
  Pchnął mnie na drzewo, i już chciał mnie rozszarpać. Zasłoniłam twarz rękoma, ale zjawił się ktoś.
  A raczej kilku ktosiów odepchnęło do tyłu stworzenie, a ten zdenerwował się bardziej. Zawył przeraźliwie, a gdy zjawił się Klaus... nie tylko ja się przestraszyłam. Również ''to coś'' się uspokoiło. Dyszało ciężko powarkując głośno.
-To animak, Alasko. - odezwał się do mnie Klaus.
  Podszedł do mnie Hubert i pomógł wstać.
-Co to... ta...takiego... - jąkałam się przerażona.
-To człowiek zaklęty w postać wilkołaka, a jednocześnie człowieka.Będąc w takiej postaci jest posłuszny temu, kto go zaklął w taką postać. Odmieni się wtedy, gdy mu pozwolę. Jest mi bardzo drogi, bo jest silny, niewiarygodnie szybki... Ale masz szczęście, że zjawiliśmy się na czas. - spojrzał na moją lewą rękę.
-Och... cholera. Zaopatrzyć ją i to szybko. A ty - zwrócił się do animaka. - do Inferno's Hell.
  Tak nazywała się ich siedziba.
  Animak ruszył biegiem rozwalając po drodze drzewa.
-Leono, ugaś proszę te płomienie, do cholery. Do zobaczenia u nas. - zniknęli wszyscy.
  Zostałam tylko ja, Hubert i Leona.
-Wracaj z nią do domu, opatrz ranę. Pamiętaj, że krew wampira nie działa na nią.
-Dlaczego? - spytałam brata.
-Bo jesteś siostrą wampira, jesteś człowiekiem... czyli...
-Czymś kto nie powinien być jego siostrą.Tak zwany ''niewypał''. - szepnęła Leona.
-Co...? - spojrzałam na brata.
-Jakim prawem weszłaś do lasu? - krzyknął na mnie Hubert.
-Bo był pożar...
-Zajęlibyśmy się tym! Jeszcze raz wejdziesz do lasu to nie daruję ci tego, ojciec się dowie i na pewno będziesz ukarana.
-Ale...
-Alasko! Milcz. - poprowadził mnie do domu.
  Zawsze byłam okiem w głowie mojego brata i taty. Mają rację. Nie powinnam tam wchodzić...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

statystyka

Popularne posty

Obserwatorzy