-A wiec przećwiczmy teraz to.-powiedziała pokazując mi tekst.
Muszę przyznać że spędziłem miło 3 godzinną próbę. Sam byłem tym faktem zdziwiony. Alaska nie była jednak taka zła.
-Odwiozę Cie do domu.-powiedziałem na parkingu.
-Przejdę się.-powiedziała.
-Jest już Ciemno-powiedziałem.-Lepiej cie odwiozę. Jeszcze coś Ci sie stanie. Droga do twojego domu prowadzi przez pewien odcinek przy lesie. Tu są wilki i niedźwiedzie.
Po jej minie i emocji jaką odczułem od niej wiedziałem że przypomniała sobie właśnieo czymś co ją przeraża.
-Masz racje. Wilki są niebezpieczne.
-Nie do końca.
-Nie boisz sie wilków?
-Nie.
-Ja ich nie lubię.
-Są pięknymi istotami jednak są dzikie. Trzymaj-podałem jej kask.
Założyła go i wsiadła na motor za mną.
Pojechaliśmy. tym razem jechałem wolniej. Nie chciałem by sie bała.
Zatrzymałem się przy jej domu.
-To do juta.-powiedziała.
Jutro też mieliśmy sie spotkać tyle że już o 17.
Odjechałem kiedy tylko weszła do domu.
***
Zaparkowaliśmy pod domem w lesie. Zdjęliśmy kaski i weszliśmy do środka. Zostawiliśmy kaski i kluczyki po czym poszliśmy w las. Dochodziła północ. Zaczęliśmy biec. W czasie biegu przemieniliśmy się. Biegliśmy szybko już pod postacią wilków.
Las oświetlał księżyc. Zatrzymaliśmy sie na wzgórzu. Stąd był najlepszy widok na księżyc który oświetlał jezioro. Zaczęliśmy wyć do księżyca. Spojrzałem na moich towarzyszy. Kochałem ich, byli moja rodziną. Zabiłbym dla nich i za nich.
W pewnym momencie coś wyczuliśmy. Zbliżało się do nas. Wiedzieliśmy co to było a raczej kto. Były to wampiry. Wściekły Sam (był zły o to że jeden z krwiopijców ruszył jego siostrę) ruszył w ich stronę. Nie chcą go zostawiać samego oraz nie mogąc go zatrzymać ruszyliśmy za nim.
Zatrzymaliśmy sie na polanie. Wampiry też sie tam zatrzymały.
-Wynoście sie z naszych terenów!!!-zawarczał w ich stronę Sam.
Wampiry go zrozumiały.
-To nie są wasze tereny a nasze!-krzyknął jakiś wampir.
Rozpoznałem ich.. byli to ci sami co jechali wtedy w samochodzie. Tyle że teraz było ich o jednego więcej.
-Który ruszył moja siostrę?!-zawarczał Sam
Wiedzieliśmy już że bez walki się nie obejdzie.
Adrianna warczała wściekła.

-Kim wy jesteście?-powiedział drugi wampir.
-Nie twój interes. -powiedział Aki.
-Nie pachniecie jak wilkołaki. W ogóle nie pachniecie.. -zauważył kolejny.
Sam już nie wytrzymał. Zaczął biec jednak szybko zastąpiłem mu drogę.
-Nie dziś.-powiedziałem.
-Boicie się?-powiedział wampir.
-Po prostu nie chcemy łopotów.-powiedziałem.-Nie wstępujcie nam w drogę a my obiecamy że odwdzięczymy sie tym samym.
-Oni zaatakowali Ad!-oburzył sie Sam.
-Spokój.-powiedziałem.
Wampir jeden z nich pokiwał mi głową na znak zrozumienia i szacunku. Widać na wszyscy z nich byli tacy. Nie każdy chciał walki. A on najwyraźniej przewodził im bo reszta nie zaatakowała.
Wszyscy sie rozeszliśmy. Sam był wściekły! Adrianna oburzona jednak rozumiała mnie. reszta nic nie mówiła.
O 3 w nocy wróciliśmy do swoich domów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz