Moje życie zmieniło się o 360 stopni. Byłam szczęśliwa, niczego mi nie brakowało. Moi rodzice poświęcali mi większość swojej uwagi, najbardziej tata mimo tego, że pracował w FBI. Nikt o tym nie wiedział, wolał to ukrywać.
-Wyjeżdżamy. - zażądała mama.
-Gdzie? - spytałam.
-Do takiej małej wioski. - odparł tata wchodząc do pokoju.
-Prowadzę. - powiedział mój brat.
-Po moim trupie młody.
-Przecież mam prawko...
-Ja prowadzę. - powiedział tata stanowczo.
-Wynajęłam tam dom. - powiedziała mama szukając walizek.
-Musimy przepłynąć trochę promem. - powiedział Hubert.
-Wiem, wiem. Lecicie się spakować.
Staliśmy w kolejce na prom. Mama smarowała nogi kremem do opalania a mój brat wyglądał przez okno obserwując jak ochrona podchodzi do kierowców i przypuszcza ich otwierając szlaban.
-Po co oni tak sprawdzają kierowców? - spytałam.
-Sprawdzają czy nikt nie ma bomby albo coś. - odparł Hubert.
-Seri? Bezsens...
-Nie taki bezsens. Słyszałaś o Francji ostatnio? Teraz wszędzie pilnują. - westchnęła mama. - Pierwsza noga zrobiona...
Podjechaliśmy do szlabanu. Podszedł do nas ochroniarz.
-Czy maja państwo materiały wybuchowe bądź toksyczne?
-Paprykarz szczeciński... - mruknął Hubert.
-Pytam poważnie. - powiedział ostro ochroniarz.
Mama zaczęła się głośno śmiać, a ja schowałam się za jej fotel.
Gdy zobaczyłam tablicę z napisem "Wolftown"... Poczułam, że tu juz byłam. Będzie fajnie. Na pewno.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz