niedziela, 15 listopada 2015

Od Alaski

  Wiedziałam, że czarownice stoją za wszystkim. Jestem częścią jakiegoś planu czy coś, nie mogli zaatakować mnie bez powodu. A jeśli jestem z rodziny wampirów musze być dla nich kimś ważnym? Bądź po prostu jestem łatwym celem.
  Poza tym... od kiedy wilkołaki współpracują z czarownicami?! Wszystko wydawało się być dziwne. W każdym razie musiałam uratować Maksa.
-Leż... - nakazała Ada gdy wstalam z łóżka.
-Mam to gdzieś. Przepraszam, ale muszę robić to co do mnie należy...
-O co ci chodzi, bo nie rozumiem?
-Ada... nie musisz rozumieć. Daj mi wyjść. -Gdzie chcesz iść?
-Ratować Maksa. Ja mam układy z wampirami, to moi przyjaciele. Poza tym nie zostanę nigdy tą bestią. Uratuje Maksa... znam na to sposób.

  Z Klausem spotkałam się ponownie. Jednak tym razem zdziwił się gdy wyczuł, że w mojej krwi jest trucizna wilkołaka.
-Co ci się stało? Kto ci to zrobił? - spytał.
-Znowu się ze mną Przespisz za uwolnienie Maksa?
-Przestań.
-Zaatakowały mnie czarownice i wilkołaki. Pracują razem, widocznie oni maja jakiś plan na was używając do niego mnie i moją rodzinę podrzucając Maksa, że on to zrobił. Wypuśćcie go natychmiast.
  Klaus zastanowił się chwilę, poczym zrobiło mu się głupio, ale to tylko na moment. Zły,  że popełnił błąd wyszedł z pomieszczenia i poszedł tam gdzie był Maks. Był w okropnym stanie.
-Co mu zrobiłeś?
-To nie ja, tylko moi podwładni. - machnął ręką. - Alex! Jean! Do mnie! Leona, wytrop mi czarownice.
  Czyżby Leona była animakiem?  Postrachem lasów i czarownic? Animak był jedynym potencjalnym zabójcą na którego nie działają czary czarownic, łatwo je tropi i szybko zabija na rozkaz swojego pana. Leonie współczulam... musiała mieć trudne życie u boku takiego kogoś jak Klaus...
-Riley, pomóż mi...
-Nie dotknę tego czegoś...
-Natychmiast to zrób. - zjawił się mój brat. - podnieś go i zanieś do mojego samochodu. Odwieziesz ich tam gdzie każe ci moja siostra.
-Hubert... ale...
-Juz mnie więcej nie zobaczysz...
-Hubert...
-Zajmij się nim. - skinął na Maksa i zniknął.
  Nie czekając weszliśmy do samochodu i pojechaliśmy do chaty gdzie znajdowała się rodzina Maksa.
  Ada wybiegła a wraz za nią Sam i Aki.
-Boże... co oni tobie zrobili... Ty szmato! - spojrzał na Rileya Sam i przemienił się.
-Trzymajcie tego rozwścieczałego kundla ode mnie z daleka.
  Spojrzałam się na Rileya. W jego oczach dostrzegłam iskrę zadowolenia gdy patrzył na cierpienie Maksa. Spojrzałam się na niego, Sam czekał aż ktoś może powie "zabij go".
-Zarżnij tą kurwe. - wycedził Maks.
  Sam automatycznie ruszył na Rileya który niczego się nie spodziewał. Jednak zdążył jakoś uciec, był cały poszarpany.
  Spojrzałam się na Maksa i resztę.
-Zrobiłam co miałam zrobić. - zaczęłam. - Teraz odejdę.
-Co? - spytała Ada.
-Nie chxe żebyście mnie szukali ani nic.
  Tylko przeze mnie kłopoty.  Nie wybacze sobie tego co zrobili Maksowi. Szłam lasem w stronę miejsca gdzie zaatakowali mnie wcześniej wilkołaki i czarownice. Po chwili usłyszałam strzał i ostry ból w brzuchu. Spojrzałam na dol i zobaczyłam jak jestem przekuta jakimś dziwnym harpunem. Upadłam na kolana ale nie traciłam przytomności. Zabrał mnie jakiś chłopak. Cały czas widziałam co się dziej, krwawilam, czułam ogromny ból ale mnie znieruchomiło i odebrało mowę.
  Na miejscu gdy ktoś doniósł mnie pod nogi jakiejś dziewczyny, murzynki, mogłam mówić. Jednak to coś metalowe miałam nadal w brzuchu.
-Odprawimy teraz jakby... mszę. Zapobiegniemy twojej przemianie. Nie może się ona dokonać. Nie na tobie... - usłyszałam głos Bae.
  Potem czułam ogromne bóle, moje kości się łamały,  potem zrastały,  z każdym kolejnym łamaniem ból stawał się silniejszy a w tle słyszałam jakieś głosy dużej grupy osób. Nie wiedziałam co mówią... jednak jeśli to Bae... będę znów człowiekiem.

  Obudziłam się. W brzuchu miałam dziurę, leżałam na stole operacyjnym. Spojrzałam w lewo, widziałam Bae.
-Co się.... dzieje...? - spytałam kaszląc krwią.
-Nie jesteś już wilkołakiem,  ale... skutki uboczne... wiesz... krwawisz z każdego miejsca... próbujemy to powstrzymać... - płakała.
  Ja tylko na nią patrzyłam.
  Potem usłyszałam pikanie maszyny. Nie straciłam przytomności. Patrzyłam się na Bae. Spojrzała się na mnie.
-Żyjesz... powiedz coś.... proszę...
  Zaczęłam znów kasłać krwią ale większą ilością. Ta noc zapowiada się bardzo ciężko... Byłam i jestem przerażona. Traciłam dużo krwi i z każdego miejsca było jej coraz więcej na podłodze, na łóżku... umieram...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

statystyka

Popularne posty

Obserwatorzy