sobota, 14 listopada 2015

Od Alaski

  Spędziłam kolejne dni na płakaniu w poduszkę. Nie pokazywałam się w szkole w ogóle, ani do nikogo się nie odzywałam. Nikt nie miał ze mną kontaktu ze szkoły, sama te kontakty pourywałam. Ze względu na to swój każdy dzień spędzałam na siedzeniu w domu i oglądaniu telewizji.
  Nie mogło być gorzej. Nie wiedziałam jak sobie poukładać myśl, że moja matka nie żyje. Ojciec ścigał Maksa, przeszukiwał z wampirami każdy kąt w Wolftown, pragnął szukać w lasach, poza nimi, w domach innych ludzi i pytać, czy nie widzieli tego człowieka na ulicy.
  Leżałam teraz na kanapie pod kocem w dresach taty i o rozmiar za dużej czarnej bluzie przytulając do siebie zdjęcie moje, taty i mamy w jednej ręce, a w drugiej chusteczki. Myślałam, że gorzej być nie może. Mimo tego, że coraz bardziej śmierć mamy mnie bolała, próbowałam się zagłębiać w temat jak idzie wampirom i mojemu ojcu w szukaniu zabójcy.
  Klaus okazał się w porządku, pomógł nam i wysłał kilka wampirów od siebie by złapali sprawcę. Podobno, a raczej na pewno... Klaus ma w tym także swój interes. Czyżby znał Maksa osobiście? A może coś wie? Albo po prostu tak należy zrobić, i sam chce dać mu odpowiednią karę za to co zrobił mojej mamie?
  Do domu wszedł mój brat z trzema wampirami, mój tata na końcu. Wpatrywałam się w telewizor nawet nie zwracając na nich uwagi, jedynie chciałam podsłuchiwać ich rozmowę.
-Nieźle się schował. - szepnął Hubert.
-Znajdziemy skurwiela. - odparł tata.
-Animak wyczuje jego zapach od ubrań Alaski. Na pewno coś tam się znajdzie. Jeżeli nie będzie go w żadnym miejscu, będziemy musieli przepytać Alaskę, a raczej spróbować jeszcze raz. Skoro się znają na pewno spróbuje się z nią kontaktować.
-Jutro spróbujemy. - westchnął tata. - Na razie nie chcę jej denerwować. Dość cierpi.
-Ale to naprawdę się nam przyda.
-Wiem. Aczkolwiek... musimy dać jej czas... Weźmy moje notatki jakie zebrałem na jego temat w szkole i chodźmy do waszej siedziby... omówimy  to i owo.
  Gdy wyszli poszłam do pokoju i wyłączyłam telewizor.
  Byłam strasznie chuda, bo mało jadłam. Można powiedzieć,że przestałam jeść. Mało wychodziłam, generalnie wcale. W domu czułam się bezpieczna. Czułam w domu obecność mamy...
  Poszłam spać w swoim pokoju. Zasypiałam powoli. Nagle usłyszałam dziwny, w miarę cichy hałas, jakby ktoś wskoczył przez okno czy coś. Otworzyłam oczy i nie obawiając się o nic wstałam z łóżka i spojrzałam przed siebie.
  Stał tu Maks, okno jakimś cudem otworzył, a patrzył się na mnie jakby wiedział doskonale co robi. Byłam przerażona, może teraz zabije i mnie?
  Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, gdy zobaczył, że otwieram usta w błyskawicznym tempie, jak wampir, stanął przede mną i zakrył mi usta bym nic nie mogła z siebie wydusić.
  Znalazł na mojej bluzie gdzieś w kieszeni małe dziwne urządzonko. Schował je do swojego czarnego portfela i włożył go do kieszeni spodni. Zdjął z moich ust dłoń.
-Czego chcesz...? Co to było...? To co mi... ściągnąłeś...?
-To był czip. Podsłuchiwali by nas i by wiedzieli gdzie jestem. Powiedz mi, o co chodzi wampirom? Wiem, że ich znasz...
-Zabiłeś moją matkę żeby się odegrać na wampirach za coś. Jesteś... a raczej byłeś.. człowiekiem... jesteś  wampirem?
-Ehm...t... tak... - zawahał się. - Jestem... wampirem. Ale nie zabiłem twojej matki. Nie miałem powodu...
-Maks... jeśli to nie ty, to kto? Ktoś nadal chce coś zrobić mojej rodzinie...
-Uwierz mi, że to nie ja jestem zabójcą! Wampiry chcą mnie dopaść, jeśli wypuszczą animaka to po mnie.
  Spojrzałam mu w oczy.
-Wierzę ci, ale... nie ma innej podejrzanej osoby, Maks... - poczułam napływ łez.
  Przytulił mnie nagle.
-Będę się z tobą jakoś kontaktował, tylko zachowuj się naturalnie. Nie widziałaś mnie, nie rozmawiałaś ze mną, nie wiesz gdzie jestem. Znajdę sposoby na to, by kontaktować się z tobą.
-Skąd tyle wiesz o czipach, o detektywach...?
-Jednego znam. Jest człowiekiem, ale jest bardzo dobry. Znam go, długa historia... opowiadał mi wiele o nich i wiele się dowiedziałem. Wiem do czego są zdolni. Jestem najbardziej poszukiwanym... wampirem... w kraju.
-W kraju...?
-Wieść szybko się rozniosła... Ala... nie mam czasu teraz na pogaduchy. Znajdę sposób... na kontakt.
  Wyskoczył przez okno i zniknął.
  Nie wiem, czy mu wierzę...
  Co robić...?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

statystyka

Popularne posty

Obserwatorzy