Stałam z tatą przed budką, w której muszę zbić kaczki strzelając w nie z mini pistoletu. Tata na początku wygrywał, ale potem sam dał się podejść. Zarządałam rewanżu. Teraz juz mając w pamięci to, jak ojciec strzelał sama śmigałam z celnymi strzałami.
Wygrałam misia, dałam go tacie.
-Proszę, prezent dla przegranych. - uśmiechnęłam się.
Tata niechętnie złapał misia w dłoń.
-W każdą inną grę cie ograłem, Córeczko. - rozchmurzył się tym faktem.
-Możliwe. - pocałowałam go w policzek. -O! Chodźmy się pozderzać samochodami!
Wskazałam na naszą ostatnią na dziś atrakcję. Poszłam z tatą w wybrane przeze mnie tym razem miejsce. Z tatą na przemian wybieralismy dwa razy, każde z nas, gdzie mamy spędzać dany odcinek czasu.
Wsiadłam do pierwszego samochodzika w którym ledwo co się mieściłam - były przecież dla dzieci. Tata tez ledwo co, należy do tych wysportowanych mężczyzn, nie ma co się dziwić.
-Cześć Alasko. - usłyszałam głos Tymona, syna uroczej blondynki która obok siebie miała bliźniaków.
Jej dzieci pomachały mi.
-Hej! - zatrzymałam samochodzik i wyszłam do nich.
Tata zaraz za mną.
-Dzień dobry. - powiedziała pani Alexandra.
-Cześć. - uśmiechnął się tata.
Nie chciał się z nikim wiązać po mamie, ale myślę, że potrzebuje kogoś nowego so bycia szczęśliwym....
-Może pójdziecie z nami na obiad w mieście? - spytałam.
-Ooo nie wiem... nie chce się wpraszać, poza tym... te dwa chuligany to prawdziwe diabełki...
-Proszę! - uśmiechnęłam się szerzej. - Dogadam się z nimi na pewno. Obok jest plac zabaw. Chłopcy się pobawią jak zjemy, ja ich popilnuje.
-Dobry pomysł. - odparł tata gdy dźgnęłam go w bok.
-No... to chodźmy.
Zajęłam się chłopcami. Wiele było z nimi problemów.... podziwiam Alexandre ze ma tyle cierpliwości i wyczucia do tych siedmioletnich bliźniaków. Po miłym popołudniu wieczór spędziłam z mamą przy popcornie oglądając komedie romantyczne i filmy akcji. Wraz z wakacjami zaczęło się lenistwo...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz