Kilka dni później słyszałam wiele na temat morderstw dzieci w różnym wieku. Zaczęłam się bać, ale zabójstwa były w wielu miastach blisko Wolftown. Wolałam się stąd nie ruszać.
Jednak dostałam telefon z policji. Chcieli mnie przesłuchać w sprawie zabójstw tych dzieci. Nie powiedzieli od razu o co chodzi więc zaskoczona pojechałam na komisariat. Chciałam wiedzieć co się dzieje i dlaczego jestem w to zamieszana.
Weszłam do pokoju gdzie za biurkiem siedział policjant z długopisem w ręce. Patrzył na mnie swoimi nienaturalnie złotymi wręcz oczami szukając w moich odpowiedzi na dręczące go pytania.
-Pani... Alaska Channel McCurly, zgadza się?
-Tak, to ja. Nie rozumiem tylko o co chodzi proszę pana...
-Chodzi i dwudziestoletniego Alexa Mellera który jest podejrzany o zabójstwa trzydziestu siedmiu osób w tym piętnaścioro dzieci...
-Zaraz zaraz... moment. Alex nie mógłby...
-Jednak muszę panią rozczarować, chłopak przyznał się do winy.
-Słucham...?
-Może pani się z nim ostatni raz zobaczyć i porozmawiać sam na sam jeśli pani tego chce.
-W budkach?
-Tak.
-Proszę... mogłabym... się z nim zobaczyć chociaż pod nadzorem ochroniarza...
-Pomyślę..
-Teraz. Nalegam... błagam...
-Kocha pani takiego potwora? - spojrzał na mnie jak na kretynkę. - wiem, że da się go zmienić..
Policjant zaśmiał się kpiąco.
-Znam się na tym droga Alasko. Ten typ był poszukiwany w całym stanie.
-A jednak nadal go kocham.
-Jest więc pani naiwna. - powiedział i wstał. - Proszę za mną. Może się z nim pani zobaczyć.
-Ile mu grozi?
-Wie pani, że dożywocie. Bądź... śmierć. O tym zadecyduje siła wyższa.
-Siła wyższa...?
Milczał.
Weszłam do pomieszczenia gdzie siedział juz Alex. Spojrzał na mnie. Był spokojny. Chciał tego, by pisano o nim w gazetach, by mówili o nim nawet najgorsze rzeczy. Chciał wzbudzać strach wszędzie. Udało mu się, jak cholera mu się udało.
Padłam mu w ramiona gdy wstał.
Nic nie mogłam powiedzieć, po prostu milczałam.
-Przepraszam, że Cię w to wciągnąłem. - odparł bez emocjonalnie.
-Jak mogłeś to zrobić... - płakałam. -Kocham Cię... a Ty sam się przyznałeś...
-Taki miałem zamysł. Będę legendą.
-W złym świetle!
-Kręci mnie to, rozumiesz? Ta zła strona...
-Alex... proszę... wyjdziesz stąd... obiecaj mi to... błagam. - zaczęłam płakać bardziej.
-Nie dam rady, Alasko. Ale byłaś i jesteś dla mnie całym światem.
-To zrób coś. Błagam...
Westchnął ciężko i zaśmiał się.
-Kochanie, ja ich wykończę. - szepnął i pocałował mnie delikatnie w szyję.
-Proszę...? Jak...? Co masz na myśli?
-Zobaczysz. - mrugnął do mnie.
Jednak dostałam telefon z policji. Chcieli mnie przesłuchać w sprawie zabójstw tych dzieci. Nie powiedzieli od razu o co chodzi więc zaskoczona pojechałam na komisariat. Chciałam wiedzieć co się dzieje i dlaczego jestem w to zamieszana.
Weszłam do pokoju gdzie za biurkiem siedział policjant z długopisem w ręce. Patrzył na mnie swoimi nienaturalnie złotymi wręcz oczami szukając w moich odpowiedzi na dręczące go pytania.
-Pani... Alaska Channel McCurly, zgadza się?
-Tak, to ja. Nie rozumiem tylko o co chodzi proszę pana...
-Chodzi i dwudziestoletniego Alexa Mellera który jest podejrzany o zabójstwa trzydziestu siedmiu osób w tym piętnaścioro dzieci...
-Zaraz zaraz... moment. Alex nie mógłby...
-Jednak muszę panią rozczarować, chłopak przyznał się do winy.
-Słucham...?
-Może pani się z nim ostatni raz zobaczyć i porozmawiać sam na sam jeśli pani tego chce.
-W budkach?
-Tak.
-Proszę... mogłabym... się z nim zobaczyć chociaż pod nadzorem ochroniarza...
-Pomyślę..
-Teraz. Nalegam... błagam...
-Kocha pani takiego potwora? - spojrzał na mnie jak na kretynkę. - wiem, że da się go zmienić..
Policjant zaśmiał się kpiąco.
-Znam się na tym droga Alasko. Ten typ był poszukiwany w całym stanie.
-A jednak nadal go kocham.
-Jest więc pani naiwna. - powiedział i wstał. - Proszę za mną. Może się z nim pani zobaczyć.
-Ile mu grozi?
-Wie pani, że dożywocie. Bądź... śmierć. O tym zadecyduje siła wyższa.
-Siła wyższa...?
Milczał.
Weszłam do pomieszczenia gdzie siedział juz Alex. Spojrzał na mnie. Był spokojny. Chciał tego, by pisano o nim w gazetach, by mówili o nim nawet najgorsze rzeczy. Chciał wzbudzać strach wszędzie. Udało mu się, jak cholera mu się udało.
Padłam mu w ramiona gdy wstał.
Nic nie mogłam powiedzieć, po prostu milczałam.
-Przepraszam, że Cię w to wciągnąłem. - odparł bez emocjonalnie.
-Jak mogłeś to zrobić... - płakałam. -Kocham Cię... a Ty sam się przyznałeś...
-Taki miałem zamysł. Będę legendą.
-W złym świetle!
-Kręci mnie to, rozumiesz? Ta zła strona...
-Alex... proszę... wyjdziesz stąd... obiecaj mi to... błagam. - zaczęłam płakać bardziej.
-Nie dam rady, Alasko. Ale byłaś i jesteś dla mnie całym światem.
-To zrób coś. Błagam...
Westchnął ciężko i zaśmiał się.
-Kochanie, ja ich wykończę. - szepnął i pocałował mnie delikatnie w szyję.
-Proszę...? Jak...? Co masz na myśli?
-Zobaczysz. - mrugnął do mnie.
-Oni cie tu złamią... nie wiem czy wytrzymasz...
-Alasko, jeśli Ty nie złamiesz mi serca, nic mi nie będzie, hm? - spojrzał mi w oczy z uśmiechem. - Te psy nic mi nie zrobią. Nie wiedzą z kim mają do czynienia. Ciebie też nie tkną.
-Czemu mieliby...
-Koniec widzenia. - powiedział ochroniarz.
Spojrzałam się na Alexa. Może i oszalałam ze kocham kogoś takiego, ale ja naprawdę... coś do niego czuje. Choć pozabijał... coś czuje, ze się zmieniłam... kiedyś bym nie chciała takiego faceta ale teraz... mimo tego że jest starszy o trzy lata... kręci mnie...
Potem dostałam telefon. Zapłakana odebrałam i usłyszałam znajomy głos a jednak nie mogłam skojarzyć do kogo należy.
-Wiem ze mnie nie pamiętasz, ale mogłabyś przyjechać do szpitala Malbourne Life?
-Dzień dobry... przepraszam, ale kto mówi?
-Ada.
-Alasko, jeśli Ty nie złamiesz mi serca, nic mi nie będzie, hm? - spojrzał mi w oczy z uśmiechem. - Te psy nic mi nie zrobią. Nie wiedzą z kim mają do czynienia. Ciebie też nie tkną.
-Czemu mieliby...
-Koniec widzenia. - powiedział ochroniarz.
Spojrzałam się na Alexa. Może i oszalałam ze kocham kogoś takiego, ale ja naprawdę... coś do niego czuje. Choć pozabijał... coś czuje, ze się zmieniłam... kiedyś bym nie chciała takiego faceta ale teraz... mimo tego że jest starszy o trzy lata... kręci mnie...
Potem dostałam telefon. Zapłakana odebrałam i usłyszałam znajomy głos a jednak nie mogłam skojarzyć do kogo należy.
-Wiem ze mnie nie pamiętasz, ale mogłabyś przyjechać do szpitala Malbourne Life?
-Dzień dobry... przepraszam, ale kto mówi?
-Ada.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz