środa, 9 grudnia 2015

Od Alaski

  Minął tydzień, a od tego tygodnia zaczęło być źle między mną a Mattem. Można powiedzieć, że nie byliśmy już razem, a raczej ja to tak widziałam. Nienawidziłam go. Przepłakałam noc w objęciach zmęczonej ale trwającej przy mnie dzielnie Ady. Gdyby nie ona... na pewno bym sama nie dała rady wytrzymać cierpienia. Jednak nie pytała o szczegóły, chyba wiedziała, że nie chcę mówić o niczym co związane jest z Mattem. 
  Obudziłam się w swoim łóżku w swoim domu. Z Adą spotykałam się często, stała się dla mnie jak siostra. Włączyłam laptopa i cicho muzykę, najsmutniejszą jaką znalazłam w playliście. Ustawiłam laptopa na blacie kuchennym i zaczęłam sprzątać kubki. Byłam cała zapłakana, moje oczy były spuchnięte, już nawet nie miałam czym płakać. 
  Usłyszałam jak dzwoni mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz sprawdzić, kto dzwoni. Matt. Nie wiedziałam czy mam odebrać czy nie, ale automatycznie chwyciłam za telefon i przeciągnęłam zieloną słuchawkę. Przyłożyłam telefon do ucha i poczułam napływ gniewu zamiast tego cholernego smutku i bólu co kumulowało się i przeradzało we wściekłość. 
-Porozmawiajmy... - nigdy jeszcze nie słyszałam, żeby miał taki głos. - Proszę... Błagam. Ja Cię ciągle kocham... 
  Zacisnęłam zęby. 
-Nienawidzę cię. - powiedziałam łamliwym głosem. - Nienawidzę. 
-Ile razy mam Cię przepraszać? Naprawię to, przysięgam... powiedz tylko jak. Zrobię wszystko, co tylko chcesz... wybaczysz mi... obiecuje, nigdy cię nie zostawię. Kocham cię. Tylko co mam zrobić... 
-To koniec. Nienawidzę cię. Wracaj do tej pomponiary... 
-Ala, ja cię ciągle kocham... 
  Rozłączyłam się, a następnie dostałam milion smsów od niego typu ''Kocham Cię'', co pisał pod rząd 10 razy. Dzwonił, pisał... Nie wiedział gdzie jestem, bo byłam w domu u mamy w rezerwacie. Tam niestety, on nie ma wstępu. To terytorium wilkołaków. 
  Cisnęłam telefonem w bok. 
  Po chwili gdy smsy ucichły podczołgałam się kolanami zamiatając zabrudzone jasne panele i chwyciłam telefon do ręki, który, co prawda - jeszcze się dobrze trzymał - nawet się nie wyłączył. Spojrzałam na skrzynkę i przeczytałam trzydzieści wiadomości od niego. W końcu odważyłam się mu odpisać. Wściekłość nie równała się ze smutkiem. Zacisnęłam zęby i szybkim ruchem ścierając łzę z napuchniętych, zaróżowionych policzków napisałam smsa do Matta... 
   
   ''Zależy ci? Tak? To masz 24 godziny żeby się jej pozbyć.'' 

  Potem już nic nie odpisał. Ja wyłączyłam telefon i gryząc paznokcie ze zdenerwowania zadzwoniłam do Ady. Umówiłam się z nią wstępnie w kawiarni w mieście, ale ona musiała przyjść do mnie. Jest opiekuńcza, nawet za bardzo. Co w niej cenię. Jest dla mnie jak siostra/przyjaciółka/mama w jednym. 
-I jak? - spytała. - Jak się czujemy? 
  Spojrzałam na nią nie odpowiadając. Sama sobie odpowie na to pytanie. 
-Alasko, nie przejmuj się. Przecież mówiłam, że jest nic nie wartym parszywym gnojkiem. 
-Nie za ostro? - lekko się uśmiechnęłam wyglądając komicznie z napuchniętymi oczami i policzkami. 
  Ada roześmiała się. 
-Może kino? - spytała nagle.
-Chętnie. 

  Gdy wróciłam do domu mamy nie było. Całe dnie siedziała w pracy bądź z moim ojcem - nie wiem czy do siebie wrócili. Mama ma powodzenie u mężczyzn, z tego co wiem to nawet pewnie ma wielu na oku i nie może się zdecydować, ale jest tak niedostępna, że to dla niej zła teoria. 
  Rano zastała mnie niespodzianka. Do drzwi pukało dwóch policjantów - w zasadzie - jedna policjantka i jeden policjant. Miałam na sobie czarny cienki szlafrok. 
  Spojrzałam się na nich a oni na mnie jakby chcieli tu i teraz mnie zasypać pytaniami. 
-Dzień dobry, pani McCurly. 
-Dzień dobry. 
-Można? - spytała kobieta. 
-Oczywiście, proszę. - zrobiłam miejsce w przejściu. - Proszę chwilę poczekać... 
  Poszłam się choć trochę ogarnąć i nie stać na gaciach w szlafroku. Ubrałam czarną zapinaną bluzę i jakieś dresy. Upudrowałam się w dosłowne dziesięć sekund i szybko pomalowałam rzęsy - kolejne 10 sekund. Dwie minuty i byłam w sumie gotowa. Tylko te podkręcone włosy...
  Usiadłam na kanapie, ale oni woleli stać. 
-O co chodzi? - spytałam. 
-Zna pani Alexa Forrestera? - spytał mężczyzna. 
-Tak, byłam jego dziewczyną... 
-Chodzi o zabójstwo pewnej dziewczyny z twojej klasy. 
  Serce mi mocniej drgnęło. Zaszokowana patrzyłam na policjantów nie wiedząc zupełnie, co mam im powiedzieć w tej sytuacji. Wstałam i przechadzałam się nerwowo po pokoju. 
-Pojedzie z nami pani na komendę złożyć zeznania. - powiedziała kobieta. 
-Okay... - spojrzałam się na nią kiwając nerwowo głową. 
  Nawet nie mogłam pokazywać,że wiem o co chodzi. Jednak... musiałam mówić prawdę. W policji pracują ludzie - dlatego, żeby istoty o nadprzyrodzonych zdolnościach nie mogły czytać w myślach - musiało być uczciwie i nie zbyt prosto. Poza tym, wzbudzałoby to podejrzenia u ludzi. 
  Na komendzie był mój ojciec. Wiedzieli i nawet rozpoznali moje nazwisko z moim. Usiadłam z moim ojcem na krzesłach naprzeciwko trzech mężczyzn w pomieszczeniu typowych do przesłuchań oskarżonych bądź świadków, a nawet tych, którzy mieli coś bliżej wspólnego ze sprawą. Udawałam zupełnie rozluźnioną. Nawet mi to wychodziło. Mój ojciec musiał wiedzieć coś więcej, skoro nawet na korytarzu się do mnie nie odzywał... 
-A więc... Alasko. Odpowiesz nam na kilka pytań. Ale jeśli skłamiesz na pewno się dowiemy prawdy. 
  Kiwnęłam głową. 
-Znasz Alex'a Forrestera, zgadza się? 
-Byłam jego dziewczyną. - szepnęłam. - Znam go. 
-Czy wiedziałaś coś o śmierci Marry Tomphson? 
  Pokręciłam głową powstrzymując łzy.
-Twoja sytuacja jest nieciekawa, Alasko. Musisz odpowiadać normalnie i szczerze.
-A jak odpowiadam? - spojrzałam się na niego płacząc. - Przecież nie ja ją zabiłam. 
-Nasze śledztwo doszło do ciebie. Pokazało twoją osobę w złym świetle... jesteś na pierwszym miejscu jako podejrzana o morderstwo...
-A co z Matt... Alexem? 
-Zniknął. 
-Jak to zniknął? - szepnęłam łamiąc głos. 
-Słuchaj... Jeśli wiesz gdzie on jest, musisz nam powiedzieć. 
-Nic nie wiem... Nic... - płakałam. 
-Na razie jest wolna. - skinął głową do mojego ojca. 
-Muszę zadzwonić. - powiedziałam do taty i wyszłam nie słuchając jego nawoływania.
  Poszłam za ścianę kilkanaście kroków dalej. Zadzwoniłam do Matta. Nie odbierał. Trzecie połączenie, każdy sygnał nie został przerwany jego głosem. Zero odpowiedzi. 
  Zapłakana miałam ochotę wyć ze strachu przed całą sytuacją. 
  Kiedy zadzwoniłam później, tak samo nie odbierał. W TV mówili wszędzie o brutalnym morderstwie dziewczyny Marry Tomphson. Czułam się tak cholernie winna. Ale nie wiedziałam co się dzieje z Mattem, gdzie jest...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

statystyka

Popularne posty

Obserwatorzy