środa, 16 grudnia 2015

Od Matta

  Wkurzony zaciągnąłem się porządnie, wstrzymałem dym w martwych płucach i wypuściłem powoli chmarę dymu patrząc się nienawistnie na Dana. Trzymałem w ręku telefon próbując się dodzwonić do Alaski. Jednak nic z tego.
  Wstałem i zgniotłem papierosa na podłodze. Pchnąłem Dana a ten uderzył plecami w ścianę. Unikałem jego ataków. Jako wampir przewidywałem ruchy, było to przydatne w walkach. Często to wykorzystywałem. Dan jest mieszanką wampira i wilkołaka, ja wampira i czarodzieja. Dwie najpotężniejsze rasy w jednym. Zawsze wykorzystywałem swoje moce do tych najsmaczniejszych i okrutniejszych celów. Nigdy nie zrobiłem dobrej rzeczy jak żyję.
  Dan był najstarszy. Miał tysiąc dwieście lat, a jak na człowieka to wyglądał na jakieś dwadzieścia cztery. Usadził mnie na kanapie i uspokoiliśmy się obaj.
-Jakim prawem łapiesz moją laskę za tyłek? - spytałem przez zęby opanowując gniew.
-Stary, to przypadkowo...
-Znam cię gnoju.
-Chciałem sprawdzić, czy tak ci na niej zależy. Na początku myślałem, że nie, ale, kurcze... rzeczywiście ty chyba ją... lubisz. - zaśmiał się.
  Westchnąłem wściekły.
-Muszę ja zobaczyć. Muszę przeprosić. - spojrzałem się na niego.
-To leć Romeo. - zaśmiał się Karol który pojawił się w salonie.
-Nie wiem gdzie jest.
-To ją znajdź.
-Nie jest głupia, wie, że szukałbym jej u niej w domu. Tam jest jej matka.
-I co z tego? - zaśmiali się chłopaki.
-To ta z czarownic która maczała palce z hybrydami w dniu rozpoczęcia się pięćsetlecia.
  Pięćsetlecie - nasza śpiączka. Od początku do końca tej piekielnej męki. Dławienia się wodą a potem piachem. Życie jak topielce, a potem jak mumie.
-O cholera... - zaklął Kaj.
-Powinieneś przemyśleć to, czy Alaska to odpowiednia osoba... - zaczął Michael.
-Nie jestem z jej matką tylko z Alaską. - odparowałem.
  Michael się zamknął.
-Jak to z nią jest? - wypuścił dym Dan patrząc się to na mnie to na ulatujący dym.
-W jakim sensie? - mruknąłem nadal wkurzony na brata.
-Jak jest z Alaską? Odczuwasz miłość? Tego nigdy nie było i nie będzie.
-Obudziłem się z wyłączonym człowieczeństwem i nadal mam je wyłączone. Tylko... ona... jak ją spotkałem kiedy przyjechałem do Wolftown... przypominała mi...
-Amelie Yanet Viktorię El'Hart? - przypomniał mi Dan. - Twoja dawna wkurwiająca żonka którą nasz tatuś ci wkręcił w 45? - parsknął śmiechem.
-Była piękna. Ale była głupią szmatą. Zabiłem ją po ślubie. Nie wyobrażasz sobie ulgi jaką odczułem. Alaska... jest zupełnie inna z charakteru... ale taka sama z wyglądu. Słyszałem jej delikatny głos, cudowny śmiech... chciałem z początku ją zabić. Posmakować jej intensywnego smaku krwi, który czuje każdy wampir i wilkołak w tym mieście. Ale pragnąłem jej inaczej, gdy ją poznałem... To jest tak... Nie mogę przestać o niej myśleć. - spojrzałem na niego.
-Jesteś chory?! - przyłożył mi dłoń do czoła. - Nigdy tak nie mówiłeś o żadnej swojej lasce. A miałeś ich miliony.
-To ta, którą chciałbym mieć do końca świata, rozumiesz?
-Chcesz ją zmienić? - spytał Kaj.
-Nie. Nie chcę. Gdy zrobię to ja... będzie bardziej podatna na krew, jej uczucia się nasilą.
-Ale wyobraź sobie jej ciało jako wampir... O cholera...!
-To fakt. Będzie jeszcze cudowniejsza niż jest... ale... nie chcę żeby przez sto lat przeżywała męczarnie. Będziemy musieli ją niańczyć, kogoś zabije i będzie wściekła na mnie, na nas i na siebie. Będzie chciała się zabić, bo zda sobie sprawę kim jest... będzie chciała zabijać ciągle, przez te sto lat będzie chciała ludzkiej krwi. I zadaje się z hybrydami. Nie przeżyje tego, że będzie musiała odejść na jakiś czas od nich. Rozumiesz... oni mają nasilony zapach krwi, a ona będzie chciała ich zabić. Nie da rady.
-I co? - spytał Karol. - Będzie seksy. A poza tym nienawidzisz hybryd więc niech ich zamorduje.
-Karolek, to moja dziewczyna, trzymaj się z dala bo obije ci mordę. Niestety, Alaska sie załamie gdy ich zabije.
-Ech... cały czas Alaska,Alaska,Alaska...Spokojnie chłopaki. - uspokoił nas Dan. - Dziś bal założyciela. Może twoja niunia tam będzie?
-Zabawimy się! - ucieszył się Kaj.
-Pomordujemy sobie kogoś. - wstałem i odłożyłem szklankę whisky na stolik.

  Ludzi było pełno. W całej tej spoconej, śmierdzącej sali pełnej spoconych i śmierdzących krwią ludzi była moja siostra i hybrydy. Więc oni także zobaczą co się będzie działo.
  Wszedłem ja, jako pierwszy. Uniosłem rękę w górę by cała reszta została boleśnie ogłuszona. Usłyszeli zapewne pisk, który dawał uczucie młotka uderzającego o głowę z niewyobrażalną siłą. Uśmiechnąłem się, gdy ludzie i hybrydy upadły. Kath jedyna stała, bo na nią nie utrzymywałem czaru. Kath ruszyła na mnie wściekła, zatrzymałem ją drugą ręką.
-Nie przerywaj. - westchnąłem do siostry. - Nie będziesz wchodzić nam w zabawę, my nie wejdziemy w twoje życie. No, tylko ten raz. Dobra. Zabieraj hybrydy i wynocha. Bo zmienię zdanie. - odparłem ostro a oni się zwinęli wraz z Alaską.
  Chłopaki mówili, że jej tu nie ma.
  Potem się z nimi policzę.
  Najpierw rozrywka. Michael ma przechwycić Alaskę gdyby ona się tu zjawiła niespodziewanie, więc powinna siedzieć w samochodzie.
  Uśmiechnąłem się do krzyczących z bólu ludzi którzy skulali się na ziemi jak dzieci.
-Nareszcie... w domu. - westchnąłem zadowolony i spojrzałem się na ludzi szukając apetycznej przekąski.
  Za mną wbiegli bracia. Rzucili się na ludzi i rozszarpali czterdziestu, reszcie wyczyściliśmy pamięć. Kolacja była przepyszna. Krwi było dość, byśmy najedli się na cały tydzień.
  Michael pewnie jakoś uśpił Alaskę by mógł przyjść się najeść.
-Posprzątajcie to... Ja muszę iść do Alaski. - machnąłem ręką i wyszedłem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

statystyka

Popularne posty

Obserwatorzy