***Od Katherine***
-Będzie dobrze-powiedziała Al.-Jesteście w końcu rodziną.
-Alasko nie chcę Cię zniechęcać do nich.. Do Matta.. ale ja znam ich dłużej i lepiej. Mimo to, to twoje życie i będziesz robiła co chcesz. Ja wiem jedno.. jest pewne powiedzenie "z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu" idealnie do mojej pasuje.
-Może się zmienili tak ja ty?
Tylko się uśmiechnęłam i poszłam na górę. Wiedziałam co zrobić. A raczej wiedziałam czego nie mogę zrobić. Nie mogłam zostać tu ani chwili dłużej. Miałam w tym domu zamieszkać wraz z maksem ale nie gdy będą tu moi bracia.
Weszłam do swojego pokoju i wyciągnęłam z szafy dwie ogromne walizki. Zaczęłam pakować do nich swoje rzeczy.
Trochę mi to zajęło.
Kiedy już wszystko miałam spakowane przypomniało mi sie że jednak coś zostało. Musiałam jeszcze iść na dół do salonu a inaczej bawialni po swoje książki.
Tak.. uwielbiałam książki. Czy to coś dziwnego?
Zeszłam na dół niezadowolona ponieważ moi bracia właśnie wrócili i siedzieli w salonie.
-Nasza kochana siostrzyczka chyba chce nas opuścić!-powiedział Dan do reszty.
-Jak zwykle nigdy nieomylny Dan.-powiedziałam sarkastycznie podchodząc do regału z książkami.
-Nie zostaniesz chociaż dziś z nami?-zapytał Karol.
-Mamy zamiar świętować to ze wreszcie jesteśmy wszyscy razem!-odparł Luke.
-Możecie beze mnie. Ja sie w to nie mieszam.
Spojrzałam na Alaskę. Siedziała wtulona w Matta.
Było mi jej szkoda. Nie widziała tego jacy oni są okrutni.
Kaj wstał i podszedł do mnie. Poprawił mi troskliwie włosy mówiąc
-Zostać z nami. Po tylu latach rozłąki nie powinniśmy sie rozłączać. Jesteśmy rodziną.
Pokręciłam głową.
-Przy was będę taka jak kiedyś a tego nie chcę. -powiedziałam.
-Przy nas będziesz sobą a nie tak jak przy hybrydach kiedy udajesz kogoś kim nie jesteś.
-Kocham was.. bo w końcu jesteście moim braćmi ale wy nie postępujecie dobrze. Zabijacie..
-Tacy już jesteśmy.
-Nie. Nie musicie tacy być. Ja nie karmię się już od dawna. Odkąd tylko sie obudziłam. Daję radę. Żyję.
-Co to za życie? Tak jakby zabrano Ci tlen. Nie rozumiesz? Jesteśmy wampirami.. musimy sie żywić. To nasza natura a natury nie oszukasz.
-Ja nie chce taka być. Dlatego nie mogę z wami zostać.
Minęłam Kaja i ruszyłam szybko na górę.
Skończyłam sie pakować i po godzinie zeszłam po schodach ciągnąc za sobą walizki.
-Dom jest wasz. Alasko oddaje Ci mój pokój. -powiedziałam i wyszłam.
Wpakowałam walizki do samochodu. W sumie to nie wiedziałam gdzie sie teraz podzieję ale na pewno dam sobie radę. Miałam dużo pieniędzy. Mogę kupić sobie nowy dom. Jednak czy w tym mieście? Skoro moje rodzeństwo tu sie zatrzymało oznacza to tylko jedno.. nasz ojciec też sie tu zjawi a to będzie oznaczało rozlew krwi. To miasteczko zostanie zniszczone. A ja co gorsza nic nie mogłam zrobić. Mogłam tylko pilnować by Maksowi i jego bliskim nic sie nie stało.
Byłam zdrajcą własnej rodziny. Byłam z naszym wrogiem.. a jego rodzeństwo wsadziło mnie i moich braci do grobów. Jednak wiedziałam ze robię słusznie.
I wiedziałam też że mimo wszystko Klaus nie da mi odejść tak po prostu.
*** Od Maksa***
Byłem akurat w kuchni i robiłem kolacje z moim rodzeństwem kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
Poszedłem otworzyć. Byłem zaskoczony kiedy za nimi zobaczyłem Katherine.
-Witaj-pocałowałem ją- Coś sie stało? Jesteś roztrzęsiona.
-Maks słuchaj.. mogłabym sie u was zatrzymać na trochę?
-Oczywiście. Ale co sie stało?
Poszedłem po jej walizki. Nawet nie pytałem sie nikogo czy zgadza sie na to by Kath została. To też był mój dom.
Wniosłem jej walizki do domu.
-Moi bracia są w mieście. Wrócili do naszego domu.. bo to nie był tylko mój dom ale i ich. Twierdzą że sie zmienili.. Ale ja nie mogę mieszkać z nimi.
-Rozumiem. Zamieszkasz tu. Mamy jeden wolny pokój.
-Kath?-usłyszałem Ade.
-Słuchaj Ada.. Katherine u nas zamieszka. -powiedziałem.-Oboje będziemy tu mieszkać dopóki nie znajdę nam nowego domu. wyprowadzę sie wtedy z nią.
Minęliśmy zaskoczonych moich braci i siostrę i skierowaliśmy sie na górę.
Pokazałem Kath jej nowy pokój jednak ona zdecydowała się byśmy mieszkali w jednym pokoju. Zgodziłem się.
Mój pokój był duży a czym bliżej byłem Kath tym bardziej mogłem dbać o jej bezpieczeństwo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz