sobota, 12 grudnia 2015

Od Alaski

  Przyszłam z ojcem na kolejne przesłuchanie. Przez parę następnych dni Matt nie odzywał się do mnie. Do nikogo. Słuch po nim zaginął a ja zostałam ze wszystkim całkiem sama bez możliwości wyjścia z tej sytuacji.
-... jest pani skazana na dziesięć lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na pięć lat. Dziękuję wszystkim za poświęcony czas. - ojciec spojrzał się na mnie, wstał.
  Zostawili mnie samą,  wiedziałam, że za szybą stoi moja matka. Ojciec poszedł do niej a ona krzyczała, że to niemożliwe. Wyczuwałam obecność wilkołaków,  nie wiem jakim cudem. Dwóch weszło do środka. Siedziałam na krześle cicho płacząc. Nagle wstalam, przewróciłam stół i krzesło poleciało w wilkołaka.
-Nie!!!!!! NIE!!!!!
Wilkołaki próbowały mnie uspokoić ale rzuciłam się na jednego.
  Oczywiście ze nic mu nie zrobiłam, przygwozdzil mnie do ściany i zakuł w kajdanki.
  Słyszałam za szyba głos mamy która powstrzymywała płacz.
-Ala!? ALASKO! Kochanie...!
  Ja jednak krzyczałam z bezsilności. Pragnęłam być szczęśliwa... z Mattem... ale on mnie zostawił.
  Zamknęli mnie w celi. Miałam godzinę na wyjście i pooddychaniem świeżym powietrzem. Gdy leżałam w nie wygodnym twardym łóżku wszedł do środka ochroniarz. Tak myślę... bo leżałam plecami. Nikt inny tu nie przychodził.
-Alasko, ktoś chce się z Tobą widzieć.
  Wstalam bez słowa i poszłam do sali widzeń. Za szybą siedział ktoś w kapturze,  nie mogłam zobaczyć jego twarzy. Usiadłam na krześle i spojrzałam na szybę, za którą ktoś siedział. Chwycił słuchawkę i przyłożył ją do ucha. Ja zrobiłam to samo. Miałam rozczochrane włosy i wygladalam jak ostanie nieszczęście.
  Milczałam. Osoba za szybą zaczęła mówić gdy tylko przyłożyłam do ucha słuchawkę.
-Alasko, wyciągnę cie stąd.
-Matt...? - Powiedziałam słabo.
  Przez więzienie traciłam świadomość.
-Obiecuje kochanie. Wybacz mi. Przepraszam...
-Zabiłeś Marry?
-Tak.
  Odłożyłam słuchawkę.
  Matt wskazał na nią spokojnie.
-Kocham Cię. Zawsze będę. Ale...
   Odłożył słuchawkę i wyszedł. Po pięciu minutach usłyszałam, że jestem wolna.
-Co się zmieniło?
-Alex przyznał się do winy.
-Co?! NIEEEE!!!!!!!! - upadłam zapłakana. -Matt... nie...! Błagam... CZEMU MI TO ZROBIŁEŚ?! NIE ZOSTAWIAJ MNIE! MATT! NIEEEE!!!
-Idziemy. - podniósł mnie ochroniarz i po chwili musiałam złożyć zeznania.

-Dlaczego ją zabił?
-Nie wiem...
-Skoro nie wiesz, to może odpowiesz nam na pytanie... jak myślisz, co znaleźliśmy w twoim telefonie? Jakie wiadomości?
-Nie wiem. - szepnęłam zapłakana.
- "Nie chce patrzeć na tę sukę. Chce żeby zginęła w piekle", to ty?
-I co z tego każdemu zdarza się mówić takie rzeczy?
-To mówiłaś zaledwie dzień przed jej śmiercią.
  Milczałam.
-Dlaczego ją zabił? -powtórzył pytanie inny detektyw.
-Zdradził mnie.
-Przespał się z Marry?
-Całowali się. Macali.
-I to uważasz za zdradę?
-A według pana to nie jest zdrada?
-Niczego takiego nie powiedziałem.
-To właśnie próbował pan posiedzieć.
  Cisza.
-Dobrze. Jest pani wolna.
-Juz to słyszałam przed tym jak mnie oskarżyliście.
-Jesteś wolna. - powtórzył.

  Po dziesięciu minutach była po mnie Ada swoim samochodem. Weszłam do środka i zapłakana przytuliłam się do niej.
-Co się stało?
-Matt się przyznał. Obiecał mi... ze mnie nie zostawi... a on się przyznał !!!
-To do niego nie podobne Alasko.
-Nie może mnie zostawić... nie może... - szepnęłam do siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

statystyka

Popularne posty

Obserwatorzy