Gdy Alaska jeszcze spała postanowiłem wybrać się do hybryd, złożyć im miłą, niespodziewaną wizytę. Na swoje szczęście była tam Ada. Zapukałem do drzwi i usłyszałem, jak szura kapciami po podłodze. Otworzyła drzwi, jak zwykle - nigdy nie patrzyła przez wizjer kto wchodzi. Próbowała ja zamknąć, ale przytrzymałem butem drzwi.
-Nie jestem tu, żeby was pozabijać - roześmiałem się a Ada otworzyła drzwi szerzej. - Pozwól mi wejść... wiesz, te cholerne zaklęcia. Które sam mogę złamać...
-Wejdź. - zrobiła miejsce w drzwiach i wsunąłem się do środka. - Czego chcesz? Na pewno nie przychodzisz bez powodu.
-Czy muszę mieć powód, żeby przyjść do swojej dawnej koleżanki? - uśmiechnąłem się i padłem na kanapę.
Usiadła naprzeciwko mnie patrząc na mnie tak, jakby chciała widzieć wszystko o mnie i dlaczego tu jestem, w jakim celu.
-No czego chcesz? Mów.
-Opowiadaj, co nowego!
Ada przegryzła wargę i zła spiorunowała mnie wzrokiem.
-Cóż, w twojej głowie jest mały bałagan i tyle wulgaryzmów w moją stronę... przestań mi tak pochlebiać! - uśmiechnąłem się kpiąco. - Katherine zakręciła się koło Maksa...?
-Tak, jakaś laska... A co ci do niej?
-Chyba kilka rzeczy zapomniałaś, co? Katherine, to moja siostrzyczka.
-Co ty pieprzysz?
-Mówię jak jest. Nie miałaś okazji jej poznać osobiście, ale dość o niej słyszałaś, prawda?
-Maks na pewno by pamiętał...
-Ach! Maksik... Przecież usunąłem mu częściowo pamięć, żeby zapomniał o moim rodzeństwie. Tak w ramach zabawy. Myślisz, że przywrócenie mu życia zrobiłem z czystej chęci?
-Na prośbę Alaski!
-Alaska... dla niej zrobiłbym wszystko, ale muszę zostawić po sobie... hmm... ''ślad''.
-Co masz na myśli? - spytała ostrożnie.
-Jak Maks będzie się wreszcie dziwnie zachowywał, to znaczy, że zaklęcie zadziałało dosyć szybko, a jeśli nie... to nastąpi to wszystko później.
-Co?! Co zrobiłeś Maksowi!?
Spojrzałem na nią.
-Matt... Jakim prawem... Jesteś skończonym szmaciarzem. Zniszczymy cię z braćmi jak tylko wrócą...!
-Właśnie, i tu pojawia się problem. Bo zaklęcie polega miej więcej na tym, że jeżeli coś mi się stanie, to oberwie Maks, a za Maksem pójdzie Aki.
Ada zacisnęła zęby wściekła ale nic nie powiedziała. Miała ochotę krzyczeć. Wyśmiałem ją.
-Alaska się dowie, zostawi cię... Wtedy nie będziesz miał nic do stracenia.
-Wtedy... jeśli ona dowie się co planuje... co zrobiłem Maksowi i wam... owszem, zostawi mnie. Ale wolałbym, żeby do tego nie doszło, hm? Wtedy będę bardzo, bardzo zły...
Do domu wszedł ktoś... Maks.
-Jestem tylko na chwilę. Tak,tak, mam spotkanie z Katherine. Ale bez głupich pytań, bo rozszarpię.
Uśmiechnąłem się na myśl o tym, jaki ten Maks jest naiwny.
Jeśli jednak moja siostrzyczka zapomniała jaka była cudownie i uroczo okrutna kilkaset lat temu i co potrafiła... no cóż, sama się przejedzie. Gdy wróci reszta mojego cudownego rodzeństwa miasto Wolftown stanie w płomieniach i obróci się w popiół.
Coś jakże pięknego...
-Co on tu robi? - usłyszałem głos Maksa za sobą.
-Widzisz, przyjacielu, złożyłem wam wizytę. - uśmiechnąłem się do niego szczerze. - Ale widzisz, szkoda, bo właśnie wychodzę.
-Mam taką nadzieję. Jeśli cię tu zobaczę to cię rozszarpię.
Zaśmiałem się.
-O Chryste, jesteś tak naiwny...
-O co ci chodzi? - spytał Maks.
-Zostaw go. Wychodzi. - powiedziała Ada szeptem.
*** oczami Alaski ***
Wysiedziałam się na plaży przez półtorej godziny, a potem postanowiłam zrobić ten cholerny referat na religię. Oczywiście, nie byłam specjalnie wierząca, po prostu uczęszczałam na te cholerne zajęcia ze względu na naleganie rodziców. Mama koniecznie chciała poznać Matta, ale wiedziałam, że z uwagi na to, że na sto procent go skojarzy, wolałam się z tym tak nie śpieszyć. Będzie na mnie wściekła, zrobi wywiad... Nie chcę kłótni ani kłopotów.
Włączyłam laptopa i usiadłam przed ekranem szperając w sieci na temat jaki wybrałam; ''Czym jest wiara? Jak ją postrzegamy i rozumiemy?''. Beznadzieja, jak i profesor Hyde. Zawsze miał duże wymagania co szanuję, ale też nie miał jednego płuca i gdy wchodził na lekcje dyszał jakby przebiegł maraton bez jednej nogi i bez kropli wody.
Jednak nic nie było, pół godziny szperania w internecie, coś chociaż na wzór jakiejś notatki z lekcji, której ja nie miałam. Ale zero, nic, kompletnie.
Usłyszałam kroki w przed pokoju. Zamknęłam laptopa i zostawiłam referat. I tak nic z tego, zajmę się tym jak wrócę z mojego krótkiego weekendu z Mattem. Usiadłam na kanapie z kubkiem zimnej lemoniady zastanawiając się, jak ja do cholery zrobię ten referat?
No i pojawiło się kolejne pytanie... czemu Maks mnie unika? Co jest nie tak? Matt nie maczał w tym palców, na pewno nie, bo mnie kocha. Chodzi mu o moje dobro, nie zrobiłby nic co źle wpłynęło by na moich przyjaciół. Jestem tego w stu procentach pewna. Nie wiem jak można kochać kogoś tak bardzo jak ja pokochałam Matta. Chcę z nim być i nie obchodzi mnie zdanie innych, bo go kocham. Moja matka złapałaby się za głowę i nogami przeżegnała, gdyby wiedziała, że moim ukochanym chłopakiem o którym słyszała tyle dobrego nagle okaże się jednym z rodzeństwa najniebezpieczniejszych istot na ziemi. Owszem, bałam się o Matta, bo mogą znów go zamknąć. Jednak obiecał mi, że nie zrobi już nic złego... bez powodu. Choć na picie krwi ludzkiej nie ręczę, bo na pewno żłopie ją jak alkoholik, ale wolałabym nie pytać o nic i tu dać mu wolną rękę.
-Wracamy, kochanie? - spojrzał na mnie a ja poczułam chęć pocałowania go tu i teraz.
Jednak musiałam już wracać. Tęskniłam za Adą i chłopakami, co prawda Sam za mną nie przepadał, ale ze względu na Adę jakoś mnie znosił. Nie wiem w czym zawiniłam...
-Tak. - wstałam. - Tylko się spak...
-Spakujesz? - zaśmiał się. - Miałaś tylko jedną torbę.
-Tak, ale rozwaliłam swoje rzeczy wszędzie... jeszcze Laptop...
-Podrzucę ci go jutro.
Szłam właśnie do Ady, szczęśliwa, że jestem już w domu i czuję letni powiew Wolftown, promienie tego ślicznego miasteczka i widzę znajome-nieznajome twarze na ulicy. Miałam zbyt dobry humor, żeby ktokolwiek i cokolwiek mi go popsuło.
Matt właśnie poszedł załatwiać jakieś swoje sprawy... więc nie wie, że idę DO Ady. Podobno nie ma nic przeciwko, żebym zadawała się z Adą, ale co do chłopaków ma pewno zastrzeżenia. Zazdrośnik! I tyle.
Wpadł na mnie Maks, przestraszyłam się. Spojrzałam na niego i przeprosiłam za to, że nie patrzyłam i wleciałam na niego. Dobrze wiedziałam, że mnie unikał. Sprawdzę go.
-Maks... Hej... co u Ciebie? - spytałam.
-Wszystko ok... wiesz co... muszę lecieć...
-Maks... czemu mnie unikasz?
-Ja?
-Nie, Święty Mikołaj. O co ci chodzi? Coś zrobiłam nie tak...?
-Nic nie zrobiłaś.
-W takim razie co jest?
-Naprawdę nie mam czasu.
-No dobrze, Maks... Na razie. - szepnęłam i odeszłam.
O co mu chodzi, do cholery?




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz