wtorek, 22 grudnia 2015

Od Maksa

Wstałem rano. Kath nie było w pokoju wiec zszedłem na dół.
-Jest Kath?-zapytałem Sama
-Nie widziałem jej.-powiedział idąc z piwem do salonu.
Wiec w domu jej nie ma.
-Ada widziałaś dziś Kath?-zapytałem wchodząc do kuchni.
-Przykro mi ale nie.
-A ty gdzie sie wybierasz?
-Na zakupy z Alaską a wieczorem idziemy do klubu więc nie wrócę za wcześnie.-powiedziała biorąc torebkę i kluczyki po czym wyszła z domu.
-Ah te dziewczyny..-powiedział za mną Mark.
-Ehh... a ty widziałeś Katherine?-zapytałem zrezygnowany.
-Nie ale może do niej zadzwoń?
Wróciłem zrezygnowany do pokoju. Wziąłem telefon i wybrałem jej numer.
Był sygnał.
Jednak po chwili włączyła sie poczta. Zawsze odbierała.. coś sie musiało stać.


***Od Katherine***


Przenieśli mnie do mojego pokoju na piętro. Oczywiście wszystkie okna i drzwi zostały zaczarowane tak ze była w nich niewidzialna bariera przez którą tylko ja nie mogłam przejść ani osoba która nie była blisko z moim ojcem. Nie miałam co liczyć wiec na możliwość ucieczki a zaklęcia zdjąć też nie miałam, moja moc była za słaba w porównaniu z tą która została rzucona.
Klaus przyszedł do mnie.
-Jak się miewasz córeczko?
-A co cie to obchodzi?-burknęłam zła.
I wtedy usłyszałam dzwonek telefonu. To był mój dzwonek telefonu!
-Masz mój telefon?!
-Mam ale Ci go nie dam. jeszcze nie teraz. Jak zaczniesz współpracować..
-Kto dzwoni?
-Hmm..-wyjął telefon z kieszeni.
Szybko go przechwyciłam. Dzwonił Maks. Już miałam odebrać kiedy Klaus powiedział:
-Jak odbierzesz i twój rycerz ruszy na ratunek wszystkich ich zabijemy.
Wiedziałam ze był do tego zdolny.
-Mogę mu chociaż powiedzieć że nic mi nie jest?
-Tak.
Kiedy zadzwonił ponownie odebrałam.


***Od Maksa***

-Katherine gdzie jesteś?
-Wyszłam nad ranem. Muszę załatwi parę spraw kochanie. Wrócę niedługo. Parę dni może mi to zająć ale nie martw się. To nic takiego.
-No nie wiem..
-Nie martw się. Wrócę niedługo.
-Dobrze. To do zobaczenia niebawem. Czekam.
Rozłączyła się. Czułem jednak że to nie było nic takiego i coś sie stało. Lecz jeśli tak mówiła.. poczekam te parę dni.


***Od Katherine****

-Zadowolony?
-Bardzo.
Zabrał mi telefon i wyszedł.
Poszłam do łazienki.
Podwinęłam koszulkę i pogładziłam brzuch.





Byłam w ciąży jeden miesiąc jednak ciąża przebiegała bardzo szybko i teraz wyglądała jak na drugi miesiąc. Bałam się o dziecko. Nie chciałam by miało do czynienia z moja rodziną.
Nagle usłyszałam znajome mi głosy. Szedł Michael!
Szybko wyszłam z łazienki akurat kiedy wszedł do mojego pokoju.
-Witaj siostra.-powiedział i przytulił mnie.
-Co tu robisz?
-Tata zadzwonił i powiedział mi ze tu jesteś. Przeszedłem porozmawiać.
-O czym?
-O tym kiedy wrócisz do nas? Czy zamierzasz mieszkać z ojcem? Mówiłaś że nie zamierzasz mieć z nami do czynienia.. co nie powiem dotknęło nas.
Nie powiedział mu o ciąży. Ukrywa to.
-Nie wiem jeszcze..
-Wróć do nas. Tęsknimy. Tyle czasu sienie widzieliśmy.
Przytulił mnie.
-Spasły cie trochę te hybrydy-ostatnie słowo powiedział z odrazą.
No trochę przytyłam. Złapałam sie automatycznie za brzuch. Spojrzał sie na mnie dziwnie lecz szybko sie uśmiechnął.
-Cieszę się że jednak postanowiłaś chociaż w pewnym sensie zmienić zdanie. Mam nadzieje że hybrydy nic ci nie zrobiły złego.
-Nie no coś ty. Dobrze mnie traktują.. jak swoją.
Zobaczyłam ze uraziłam go tym. Uśmiechnęłam sie. Mimo wszystko jednak to był mój brat..
-Przepraszam. .nie  chciałam..
-Nie szkodzi. Muszę już iść..
-Pa.
Wyszedł a ja usiadłam na łóżku. Byłam głodna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

statystyka

Popularne posty

Obserwatorzy