środa, 16 grudnia 2015

Od Alaski

  Siedziałam obok Matta. Nie wiem czy współczułam Kath. Może po prostu wyolbrzymiała? Tak jak chłopacy wyolbrzymiają to, że Katherine jest zła, okrutna i bezwzględna... a ja widzę, że to nie jest prawda.
-Alasko.. - mruknął Matt.
-Hmm?
-Może się tu wprowadzisz? - spytał Matt.
  Spojrzałam na niego lekko zaskoczona.
-No nie wiem...
-Daj spokój... Czego się boisz? - spytał Dan.
-Nie chodzi o to, że się boję. To wasz dom i pokój waszej siostry...
-Nie jest już naszą siostrą. - mruknął Dan.
-Nie mów tak. - odparłam.
-Moja droga Alasko... Kath to już nie nasza Kath. Jeśli jej się odwidzi to wróci. Poza tym pewnie nasz ojczulek nie da jej odejść. Była, jest i będzie jego oczkiem w głowie.
-Myślałam, że Klaus należy do tych z wyłączonymi uczuciami...
-Oczywiście, że ma je wyłączone. - parsknął Karol.
-To dlaczego tak mu ma zależeć?
-Bo jesteśmy następcami. Dlatego gdy coś spieprzymy nie mogą nas zabić. Nasza kochana rodzinka ma swoje zasady. - odparł Kaj. - Nigdy się nie zmienią. Więc my też nie. Łącznie z Kath.
-Jak już mówiłem wcześniej, Kath nie może zmienić się od tak. Wróci do siebie po kilkunastu, kilkuset latach.
-Dlaczego aż tyle? - spytałam ciekawa.
-Bo tak z nią jest. Zmienia swoje małe kochane serduszko raz po raz, ale zawsze ktoś na końcu obrywa. I to nie jesteśmy my, mimo tego, że nas nienawidzi to nigdy nas nie zniszczy.
-Gdyby was wpakowała do grobów?
-Ojciec byłby wściekły i zrobiłby interwencję z resztą starszyzny.
-Starszyzny, czyli wasza ''dalsza rodzina''?
-Dokładnie. - uśmiechnął się Kaj.
  Michael chyba należał do tych skrytych w sobie i nie za bardzo udzielających się. Może miał traumę po tamtej wtopie? Albo Kath nie chciała ich znać po tamtej wtopie? I jest zła na całą piątkę...?
-Nie ma problemu z wprowadzką. Ona tu nie wróci. Teraz. Jeśli będzie miała problem i nie będzie w stanie się z nim uporać sama przyjdzie do nas. - wyjaśnił Dan.
-Nie macie zamiaru jej pomóc? - spytałam.
-To już indywidualna sprawa. - zapalił papierosa i zaciągnął się. - Ja na przykład jej z przyjemnością pomogę. W sumie... z przyjemnością czy bez, to moja siostra. Mimo tego, że cała nasza piątka jest okrutna jak skurwysyn to i tak...
-Nie rozumiem was... - szepnęłam.
-Alasko, to wygląda tak: mimo tego, że jesteśmy przez nia w tym momencie skopani i wyrzuceni do śmieci, to i tak jej pomożemy. Jest naszą siostrą, jesteśmy rodzeństwem, jakby coś z górnej półki. Mają do nas szacunek, ale kiedy ktoś przegnie i zrobi coś jednemu z nas... cóż... wtedy ten ktoś ma przesrane. Bo nie zabijamy od razu. My niszczymy mu wszystko dookoła. Powoli, boleśnie... nie zabijamy tego kogoś od razu, tylko wyrywamy im ręce, nogi... przypalamy tradycyjnie ciało...
-Dość... - wstałam. - Przestań...
  Cała piątka się zaśmiała.
-Ty też? Bawi cię to? - spytałam Matta.
-Co w tym złego? - zaśmiał się i odpalił papierosa ze świeckim spokojem.
-To, że jesteście okrutni!
-Przecież to jest wiadome! - zaśmiał się Dan i złapał mnie za tyłek.
-Odpieprz się! - krzyknęłam na Dana i spojrzałam na Matta.
  Był zajęty piciem i zapalaniem drugiego papierosa.
-Chyba żartujesz.
-Co?
  Nic nie powiedziałam. Poszłam lasem do domu. Nawet za mną nie przybiegł. Niech spada. Skoro tak, to tak. Pieprzony kretyn.
  Umówiłam się z Adą. Dawno jej nie widziałam.
 
  Siedziałyśmy w kawiarni w mieście.
-Dziś kolejny bal Założyciela! - westchnęła podekscytowana. - Wiesz, nigdy nie przywiązywałam wagi do ubioru, ale powiem ci... teraz muszę się wystroić! Może kogoś poznam... czas najwyższy! A Ty? Idziesz?
-Nie wiem. Jak będzie Matt to mi się odechciewa.
-Pokłóciliście się?
-Jakis kretyn klepnął mnie w tyłek a on nic. Rozumiesz? Siedział naprzeciwko. Ja stałam, on sobie palił spokojnie drugą czy trzecią fajkę i pił whisky, a jakiś pieprzony kretyn mnie klepnął w dupę!
-Przecież mówiłam, wszyscy mówili, że to debil... Nic nie warty...
-Ada...
-Wiem,wiem, sorry. Tęskniłam za Tobą! Wiesz co się stało? Katherine się do nas wprowadza. Jezu, jak ja jej nie trawię...
-Wydaje się spoko...
-Jak każdy z całej tej przeklętej szóstki cudownego rodzeństwa. Są idealni, piękni... ale okrutni. Jak to po tatusiu.
-Wydaje mi się, że Kath się zmieniła...
-Jesteś taka łatwowierna... - zaśmiała się. - Ale mówię ci! Tyle przystojniaków na balu to ja nigdy nie widziałam! Ale wiesz, zgrywam niedostępną.
  Uśmiechnęłam się smutna.
-Ej, szczery uśmiech! Nie przejmuj się Mattem! No juz, uśmiechnij się mała.
  Szybko się uśmiechnęłam a Ada skrzywiła.
-To nie jest szczery uśmiech. - zaśmiała się a ja z nią.
-Przepraszam... Może... Chodźmy się wyszaleć?
-Chodźmy do mnie. Chłopaki za dwadzieścia minut będą w domu. Wieczór u mnie i imprezka?
-Pomyślę. - uśmiechnęłam się.
  Matt milion razy do mnie dzwonił ale nie odbierałam. Nie wie pewnie gdzie jestem. I dobrze. W rezerwacie nie może wejść on jak i cała jego rodzinka. Trzymam kciuki by do Kath nikt nie miał pretensji o to, że tam jest... oby się nikt nie dowiedział. Nie chcę wiedzieć, jaka jest kara za wkroczenie na zakazaną granicę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

statystyka

Popularne posty

Obserwatorzy