środa, 2 grudnia 2015

Od Alaski

-Przepraszam, ale kim wy jesteście? - spytałam obcą mi dziewczynę. 
-Wspaniałomyślna Ada. - parsknął jakiś chłopak.
  Spojrzałam się na dziewczynę szukając odpowiedzi. 
-Znałaś... kiedyś... Maksa.
-Co? Wariaci. Mam wiele innych problemów... - nie dokończyłam, bo Ada wyjęła z kieszeni bluzy zdjęcie. 
  Byłam na nim ja i Max a z tyłu data. 
-Nie możliwe. - zaśmiałam się.
-Przypomnij sobie wszystko. Twoja mam jest czarownicą, zgadza się? Może uratować Maksa...? Pomóż nam...
-Jaka czarownica? Co wy do cholery mówicie? 
-Ada... to się nie uda, ona nic nie pamięta...
-Uda się! Uda się, rozumiesz...?! Musi się udać...! 
-Ada, popadasz w obłęd... Maks sobie da radę...
-Wiesz, że nie. - zaśmiała się z bezsilności. 
-Dobra, słuchajcie, nie wiem o co chodzi... ale widzę, że nie żartujecie... ale naprawdę nie wiem co się wyprawia. 
-Warto ci przypomnieć całą prawdę. - mruknęła Ada i dotknęła mojego czoła. 
  Po chwili otworzyłam oczy.
-Ada?! Aki...? Boże... co się działo przez ten... Och! Maks! - pobiegłam do sali i chciałam tam wejść.
-Nie możesz. - zatrzymała mnie Ada. - Słuchaj, mieliśmy układ z twoja mamą że nigdy więcej się nie pokażemy na oczy, szczególnie Maks. Twoja mama jakoś go nie lubiła... zwaliła całą winę na niego za twoje problemy... 
-Sama zresztą chciałam zapomnieć. W każdym razie... co ja mam zrobić...? 
-Pomóc nam z Maksem. 
-Co z nim...?
-Niedługo powinien się wybudzić... mam nadzieję... może utracić nogę, stracić życie, skończyć na wózku... 
-Wymyślę coś. - odparłam szybko i zdecydowanie. 
-Tylko nie wymyślaj głupot, okej? 
-Ada, żeby uratować Maksa zrobię wszystko. To mój przyjaciel, do cholery. 
-Ale nie ryzykuj życia innych. Nie chcemy hałasu dookoła... 
-Zrobię co będzie trzeba.
-Potrzebujemy dużej mocy, by go jakoś w miarę wyleczyć. Powoli wszystko powinno wracać do jego normy, ale do tego potrzebujemy sporej ilości magii. Czarownice się zmyły, jedyną jest twoja matka. Ale sama nie da rady. A wiem, że nam nie pomoże. 
-Dobra, słuchajcie... Znajdę sposób. Dajcie mi czas do jutra wieczora. Nie zapomnę. 
  Wyszłam bez słowa i pojechałam od razu do więzienia, gdy zadzwonił spanikowany policjant. 
  W tle słyszałam niezłe zamieszanie. Co zrobił Alex...? 
  
  Na miejscu cały spory komisariat był zniszczony. Zanim zjawią się służby specjalne minie trochę czasu... postanowiłam zabrać ze środka Alexa... o ile tam jeszcze jest. Ostrożnie przechodziłam przez gruzy i różne zniszczenia. Słyszałam krzyki niedaleko. Spojrzałam do jednego z pomieszczeń - Alex trzymał rękę nad komisarzem który wcześniej dał mi pozwolenie na widzenie z moim ukochanym, doszło teraz do mnie, że Alex włada czarną magią i nie tylko. 
-Alex... - powiedziałam spokojnie. 
-Oh, cześć kochanie. - spojrzał na mnie Alex. - Właśnie załatwiam porachunki z tym wilkołaczym śmieciem. 
-To wilkołak...? - spytałam.
-Owszem. - przytaknął. - No i co? Psie? Warto było zadzierać ze mną? - zaśmiał się i kopnął komisarza w twarz łamiąc mu nos, że trysnęła z niego krew.
  Alex zaśmiał się.
-Alex, przestań. - podeszłam do niego ostrożnie.
-Boisz się mnie? - odwrócił się do mnie zapominając o krzyczącym z bólu tłumie policjantów w okół. 
  Spojrzałam mu w oczy. 
-Nie... 
-Boisz. Jak każdy. - odparł kpiąco. 
-Alex... - złapałam go za rękę - nie chcę tylko, żebyś to robił...
-Ale słonko, ja będę zły. Jestem zły. Żyję cierpieniem innych... a wilkołaki zasłużyły na tępienie. 
-Ale większość była ludźmi. Niewinnymi.
-Tak jak te małe dzieci, które zabiłem ostatnio? Wiesz, jak Volturii się zdenerwowali na mnie? Moja słodka rodzinka zaraz tu będzie. Pouczą mnie, i odejdą. 
-To twoja... rodzina...?
-Klaus to mój ojciec. Jeden z czwórki wampirów...
-Nie wiedziałam, że mają dzieci...
-I to ile. Ale każde z mojego kochanego rodzeństwa słodko śpi w grobowcach, bezpieczni od ataków. Mnie wybudziło już dawno temu. Około sześć miesięcy temu. 
-Kim jesteś tak w ogóle?
-Wszystkim. Hybrydą, ale nie taką przeciętną. Jestem połączeniem czarodzieja i wampira. Nie jestem połączeniem wszystkich ras, ale to coś o wiele lepszego niż klasyk. 
  Usłyszeliśmy z zewnątrz policję. 
-Proszę wyjść z pomieszczenia z podniesionymi rękoma. 
-Jestem trochę głodny, mogę? - spojrzał się na mnie.
-Nie. Alex, powstrzymaj się trochę...
-Nie zmienisz mnie. A teraz chodź. - pociągnął mnie za rękę i zaprowadził mnie do...
-Szpitala? - spytałam.
-Pomyślałaś o szpitalu?! - opadły mu ręce. 
-Alex... tu jest ktoś, kto potrzebuje mojej pomocy... twojej...
-Co z tego będę miał? - spytał. - I co za nędzna istota potrzebuje mojej pomocy? 
  Pociągnęłam go za rękę i podeszłam do sali gdzie stała Ada z Akim i Samem. Cała trójka na widok Alexa zjeżyła się przerażająco a mój ukochany zaśmiał się.
-Po wielu latach się spotykamy, co, mordeczki? - uśmiechnął się. 
-Wyjazd stąd. - warknął Sam i zbliżył się do Alexa nabuzowany. 
  Spoważnieli wszyscy. 
-Słuchaj, kundelku... Tak się składa, że ja mogę wam pomóc, więc waruj, bo wasz braciszek zdechnie jak mu każę. 
-Alex! - krzyknęłam na niego i puściłam jego rękę.
-Dobra. Przepraszam. Ale i tak jeśli chcecie mojej pomocy, to musicie ładnie poprosić. A po wybrykach sprzed stu lat temu jak żeście mnie zamknęli w grobowcu na tyle czasu... nie wiem, czy chcę pomóc Maksowi i wam. 
-Maks na to nie zasłużył. Nie pakował cię do grobowca z nami. - odparła Ada wtrącając się. -Nie potrzebujemy twojej pomocy, gnido. 
  Sam zasłonił ją ciałem, chcąc uderzyć Alexa. Ale on jakimś cudem zablokował jego ruch. Spojrzał na niego z pogardą. 
-Jeżeli jeszcze raz podniesiesz na mnie rękę, bądź na Alaskę, osobiście dopilnuję, żeby Maks przeżył, ale kurewsko cierpiał pod moim czujnym okiem. Żeby zdychał sekunda po sekundzie swojego marnego życia, a wy będziecie bezsilnie na to patrzeć. - powiedział do Sama z uśmiechem i odszedł. 
  Gdy zniknął ze szpitala podeszłam do złej i smutnej Ady. Była załamana. 
-Przepraszam... naprawdę... nie chciałam źle, nawet nie wiedziałam, że macie konflikt...
-To nie facet dla ciebie, Alasko. To nie facet który chce się wiązać. Wykorzysta cię. Chociaż wydaje się być zaangażowany... Po nim nic nie wiadomo...
-Jesteś z nim?! Chryste, jednak jesteś głupia... - westchnął Sam wściekły.
-Słuchajcie... nie chce się z wami kłócić... to moja sprawa z kim jestem... a Alexa da się jeszcze naprawić...
-Nie ma na imię Alex... tylko Matt. Żył pod innym imieniem żeby nikt go nie znalazł. Jest kłamcą, nikim kto pomaga bo ma dobre serce. Myśli tło o sobie Alasko. Nie chce go obrażać w twojej obecności, ale wiem, i znam go na tyle, ze podejrzewam ze niedługo cie zaskoczy. I to nie będziemy my, ja z moimi braćmi. My go znamy dość długo. - mówiła Ada.
-Jednak tylko on może pomóc. Dajcie mi mi czas... proszę... ja... przekonam go...
-Zrobi jakiś przekręt i będziesz miała nie tylko na sumieniu Maksa ale i swoje błędy. - odparł cicho Aki. 
-Obiecałam wam ze pomogę i nie ważne przez jakie ścieżki będę musiała iść... jakie walki przytoczyć... pomogę wam i Maksowi. 
-Dziękuję. Dobrze, że wróciłaś. - Uśmiechnęła się Ada. - Tylko nie chcemy kłopotów. Wiemy ze Matt jest nieprzewidywalny. Włada taką siłą, że nikt się z nią nie równa. Może mu odbić szajba,  rozumiesz? Wtedy znów będziemy go musieli zamknąć w grobowcu z rodzeństwem. Bo nie możemy go zabić...
-Dlaczego nie? - spytałam z ciekawości.
-Bo jest pieprzonym synkiem Volturii. Oni mają prawo zabić swoje dzieci. Tak zarządzili. To są prawa wampirów. Volturii to bardzo rozsądną czwórka władców wampirów, dzięki nim i założycielom Wolftown panuje porządek i ład... od kiedy Matt się wybudził... to oznacza, że wieki spokoju minęły. Jego pięcioro braci się wybudzi...
-I jedna siostra. -dodał Aki.
-No...ale to za jakiś czas. Wiem, że Matt nienawidzi swojego rodzeństwa... 
-Wiele o nim wiesz...- zauważyłam.
-Kiedyś to mnie chciał zdobyć. Ale nie byłam głupia. Moi bracia mnie bronili przed nim... Matt pragnął sławy i ją zdobył wieki temu. 
-Porozmawiam z Maksem. Możesz mnie na kilka chwil przenieść do jego umysłu... moja mama tak umie...
-Tak, mogę. 

  I tak oto spotkałam się z Maksem. Stanęłam obok niego na zielonej trawie wdychając zapach polnych kwiatów. 
-Alaska...? - spytał zaskoczony.
-Hej Maksik. - zaśmiałam się.
-Jechałem do ciebie gdy stał się ten cholerny wypadek... znalazłem zdjęcie... odkryłem, że jednak się znaliśmy!
-Maks.. owszem, znaliśmy się.
-Wiesz...? 
-Ech... Maks... wymazali nam pamięć. Twoja siostra i brat. Mi moja mama... wiesz co... nie gniewaj się na nich. Wiesz jak się martwią? My martwimy...? Gdy wrócisz powinno być z tobą dobrze. Naprawię to. 
-Co? JAK?
-Spokojnie... daj mi czas. Teraz uciekam. - pocałowałam go w policzek i zniknęłam. 
  Tym razem Matt ma wolną rękę. Dam mu spokój. Zachował się jak prawdziwa świnia..
.
-Idę po herbatę... chcecie? 
  Ada nic nie powiedziała jak i reszta. 
-Zaraz wrócę. - powiedziałam i poszłam do automatu.  
  Gdy szłam przed salę z herbatą było jakieś zamieszanie. Upuściłam herbatę na podłogę i pobiegłam do przyjaciół. Padłam do Akiego a potem spojrzałam na Ade mając nadzieję że powie mi co robić jednak ona padła na krzesło i płakała. 
-Ada... będzie dobrze...
   Kurna. Będzie dobrze?! Pochrzaniło mi się w tym głupim łbie?!
  Chwyciłam telefon.
-Odbierz Matt... proszę... - płakałam.
  Ostatni sygnał...
  Odebrał!
-Matt!! 
-Alasko, płaczesz?
-Maksowi stanęło serce... pomóż... błagam...
  Nie minęła sekunda a Matt rozłaczył się i stał obok mnie. 
-Sala. - powiedział tylko to a ja wskazałam palcem gdzie leżał Maks.
  Ada wstała i Podeszła do szyby. Matt wszedł do środka ignorując lekarzy.
-On nie żyje, przykro mi... - powiedział lekarz.
-Wyjazd powiedziałem. - spojrzał piorunująco na lekarza i wszyscy wyszli.
  Przytuliłam Ade w pocieszeniu i sama szukałam pociechy w jej ramionach. Matt gdy zaczął przywracac do życia Maksa... zgasło światło w całym szpitalu, pękły żarówki, czuć było energię jaka biła od Matta. Nie wiedzieliśmy czy mu się uda... 
  Jednak wiem, że robi to ma moja prośbę. Nie podoba mu się pomoc hybrydom z którymi ma na pieńku... ale widocznie dla mnie był w stanie zrobić coś dobrego... o ile mu się uda... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

statystyka

Popularne posty

Obserwatorzy