****Od Katherine***
Siedziałam w hotelowym apartamencie kiedy nagle ktoś złożył mi niespodziewaną wizytę.
-Witaj braciszku-powiedziałam siedząc nadal w fotelu tyłem do gościa i popijając czerwone jedno z najdroższych win.
-Witaj Katherine.
Obszedł fotel i stanął naprzeciwko mnie.
-Stęskniłem się.-powiedział.
-Jak zwykle kłamie. -odparłam z uśmiechem.
-Nic się nie zmieniłaś.
Pokręciłam głową zniesmaczona.
-Właśnie że Cię zaskoczę. Zmieniłam się.
-Nigdy sie nie zmienisz. Zawsze będziesz tą samą przebiegłą i okrutną Katherine.
-Tamta Katherine pozostała w grobie.
-Tak? A więc wyjaśnij mi o co chodzi z Maksem? Wiesz o kogo chodzi? Ta mała hybryda której rodzeństwo wsadziło nas do grobów.. pół martwych pół żywych.
-Sprecyzujmy. "Które Ciebie wsadziły do grobu bo ty mnie i resztę rodzeństwa wsadziłeś w co wrobiłeś biedne hybrydy".

-I każdy mi uwierzył. W przeciwieństwie do ciebie, tobie by nie uwierzyli.
-A po co bym miała to robić? By cie tatulek ukarał? Pfff.. Też mi coś. Tamten rozdział zamknęłam i zostawiłam za sobą zaczynając na nowo.
-Nie uwierzę w to nigdy. Nadal jesteś moją siostrą Katherine. Za dobrze cię znam by w to uwierzyć.
W wampirzym tempie wyrwałam nogę od stolika i zaatakowałam brata opierając go o ścianę. Nogę idealnie przyłożyłam mu przy sercu.
Opierał się zaskoczony ale jednak nie do końca.
-A nie mówiłem?-odparł.
-Gdybym była dawną Katherine wbiłabym Ci go bez zawahania jak tylko sie tu zjawiłeś po czym zamknęłabym Cie w grobowcu i przypilnowała by tym razem kołek jakimś cudem nie wyszedł z twojego serca i byś sienie wybudził.
Tak... Ja i moi bracia byliśmy wyjątkowi. W zwykły sposób nas się nie mogło zabić. Nie zwykłym kołkiem. Aby nas zabić był potrzebny kołek z drzewa które rosło w czasach kiedy się urodziliśmy.. jednak zostało spalone przez tatulka. A więc.. jesteśmy praktycznie nie zniszczalni.
Odsunęłam urwaną nogę stołu od klatki piersiowej brata i rzuciłam ja w kąt pokoju.
-Odejdź i nigdy więcej nie zakłócaj mojego spokoju. A jeśli dowiem się że kręcisz się obok Maksa i niepokoisz go lub tknąłeś go... nie schowasz się nigdzie przede mną.
-Spokojnie mała. -powiedział-Moja mama kochana zła siostrzyczka. Jak zwykle rozszczekana.
-Wyjdź.-powiedziałam.
-Do zobaczenia.
-Oby nie.
Wyszedł. Westchnęłam. Za chwile miałam spotkanie z Maksem... muszę zadbać by nic mu nie zagrażało.
*** Od Maksa***
Podjechałem pod hotel Kat. Kiedy wsiadła do samochodu wyczułem że coś ją niepokoi.
-Coś się stało?-zapytałem zmartwiony.
-Nic.-powiedziała i pocałowała mnie w policzek.
Pojechaliśmy do kina, potem do restauracji a następnie pojechaliśmy do niej.. do hotelu.
Było cudownie! Sam byłem zaskoczony.. że to wszystko tak przebiegło. Jednak niczego nie żałowałem.
Była cudowna. Całowałem ją po szyj. Jęknęła. Byłem szczęśliwy.
Zacząłem powoli ją rozbierać a ona mnie. Skierowaliśmy się do sypialni.
Już po wszystkim pogładziłem ją po policzku odgarniając włosy i pocałowałem.
Zasnęliśmy wtuleni w siebie.
****
Był już ranek kiedy się obudziłem. Jej nie było w łóżku więc wstałem by jej poszukać. W kuchni pusto, salon tak samo.. wtedy usłyszałem jak odkręca wodę w łazience. Brała prysznic.
-Choć do mnie-usłyszałem w głowie.
-Od kiedy umiesz się tak komunikować?-zapytałem.
-Od urodzenia kochany.
-Na pewno mam wejść?
-Tak.
Skierowałem się więc do łazienki idąc powoli. Otworzyłem drzwi. Łazienka była duża a prysznic był na samym jej końcu. Spojrzałem na nią zaskoczony.
-Dzień dobry-powiedziała.
-Dzień dobry.
Nadal nie mogłem nacieszyć się widokiem jej nagiego ciała.
***
Po śniadaniu wróciłem do domu. Niestety kiedy już się przebrałem i miałem iść do pracy wpadłem na Alaskę. Niestety zorientowała się że ją unikałem.. W sumie.. sam nie wiem czemu to robiłem.. po prostu.. tak mi nakazywał instynkt(?).. Dziwne..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz