Z Adą mogłam zobaczyć się dzisiaj, co bardzo mnie ucieszyło. Ostatnio nie miałam zbytnio czasu na spotykanie się z kimkolwiek. Zaczęłam studiować medycynę, co nawet mnie kręciło.Ale nadal miałam wrażenie, że to nie jest to czego chcę. Nie wiedziałam w ogóle co robić w życiu, kim chcę zostać. Z Mattem nie miałam pojęcia kim chcę być, bo nie miałam pojęcia czy jest mój. Cały czas trzymam się tego, że należy tylko do mnie. Ale czasem boję się, że mogę się mylić. Może jednak... nie jestem... tylko jego?
Siedziałam z Adą w parku na ławce i opowiadałam jej o tym, że zaczęłam studiować w Jefferson Park Academy, co ją nawet zdziwiło.
-Chciałam tam studiować, ale Sam mi nie pozwolił. Wiesz dlaczego? Bo roi się tam od tych zadufanych w sobie Wojowników.
-Wojowników?
-Tak nazywają tam ludzi którzy są z Brooklynu. Kasiaści rodzice, kasiaści młodzi którzy sobie pozwalają na wszystko, bo są bogatsi. Srają kasą, rozumiesz?
-No i to oznacza, że są gorsi?
-Nie, po prostu... ech, Alasko... Pierwszy dzień w szkole jest okay, ale zobaczysz co będzie za parę dni, tygodni, co dopiero miesięcy.
-Aż tak źle?
-Słuchaj, oni mają nawet osobne internaty, bo są z Brooklynu, bo mają kasę. Orzeł zawsze tam czuwa. Orzeł - dyrektor - jeśli miałaś okazję go poznać i pogadać, to lepiej się pilnuj. Wiem na temat tej szkoły tylko tyle ile wiedzieć powinnam. Nie radze ci tam iść. A jak z Mattem?
-Nie widziałam się z nim. Nie spędzamy razem wiele czasu. Mieszkam z mamą, on mieszka... w domu z braćmi. Miałam się do nich wprowadzić ale to zły pomysł... Nie ważne... Jak mieszkanie z Katherine?
-No zniknęła.
-Jak to, zniknęła?
-Po prostu! Nie wiemy co z nią jest, Maks został upewniony przez Kath że jest okay... ale nadal jest lekko podirytowany.
-Przecież skoro sama go upewniła nie powinien mieć wątpliwości. Przesadza...
-Oczywiście, ale wiesz... chyba pierwszy raz się tak zakochał... Chyba.
-Chyba?
-Nie rozmawiałam z nim nigdy na temat jego prywatnych sprawach miłosnych... Ciężko to opisać... u niego jest to troche trudniejsze. Jako hybryda, w tym wilkołak, trochę wpojenie działa na jego psychikę źle, bo gdy dłużej nie ma przy nim np. jego partnerki to w przypadku wilkołaka - ten zaczyna szaleć. Wiesz, wkręca sobie, a może odeszła i nigdy jej nie zobaczę? Może mnie zdradza? Może już mnie nie kocha? Ktoś ją zabił?! - to tak działa - co najlepsze, Maks jeszcze tak nie myśli. Może u niego to inaczej przebiega.
-Może z nim pogadasz?
-Ja? Oszalałaś. Wolę nie potrząsać tematu. Ta dziewczyna jest okay ale jej rodzinka nie. Nie chcę się w to mieszać, więc jest mi obojętna. Obchodzi mnie Maks, nie ona.
Gdy byłam w szkole cały czas gapił się na lekcji nauczyciel, nowy, młody, nawet przystojny. Gdy nadeszła chwila wzięcia mnie na odstrzał do odpowiedzi... spojrzałam się na niego. Nie wiedziałam co mam robić, był przerażający, biła od niego zła aura, tak to mogę nazwać.
Lekcja anatomii. Nie wróżyło to dobrze. Może i byłam z niej dobra pod względem myślenia i rozważania, kombinowania i szukania powodu, problemu czy jakiegokolwiek błędu, ale byłam zła jeśli chodzi o odpowiadanie na jakiekolwiek pytania z tej pieprzonej anatomii gdy patrzy się na mnie jeden z trzech najbardziej przerażających nauczycieli w szkole.
Rozbierał mnie wzrokiem bądź tylko mi się tak wydawało, po prostu patrząc na niego widziałam tylko jedną myśl, co mi się nie za bardzo podobało.
-Jak po łacinie brzmi nazwa mięśnia napinacza podniebienia miękkiego, panno McCurly?
Stres, stres i jeszcze raz stres. Jego spojrzenie - okropne. Jakby chciał wejść w moją duszę, ujrzeć jej głębię przez moje oczy i wiedzieć o mnie to, czego najbardziej pragnie. Spuściłam wzrok i ścisnęłam nerwowo długopis w dłoni powstrzymując zdenerwowanie.
-Nazwa mięśnia napinacza podniebienia miękkiego po łacinie to musculus tensor veli palatini... - wydusiłam z siebie wreszcie.
Nauczyciel Jackson spuścił wzrok, a potem napisał na tablicy słowa po łacinie nazw różnych układów, chorób, które mamy umieć. Gdy zbierałam zeszyt z ławki i starałam się zrobić to najszybciej z pozostałych by wyjść, Jackson zatrzymał mnie i kazał na chwilę zostać. Gdy wszyscy wyszli stanęłam przed nim zdenerwowana i czekałam, aż coś powie.
-Jestem pod wrażeniem. - zaczął. - Tych nazw jeszcze nie mieliśmy.
-Uczę się na zapas. - odparłam szybko.
Jackson uśmiechnął się i spojrzał na mnie mrużąc oczy.
-Alasko... Znasz zapewne... Matta Alexandra Salvatore.
Zaszokowana spojrzałam na niego. Skąd wie jak się nazywa naprawdę?
-Tak... Coś przekazać...?
-Żeby się przygotował.
-Słuch...
-Do widzenia, Alasko. - uśmiechnął się, jego oczy przybrały kolor czarny i wyszedł z klasy.
Weszłam do domu, rzuciłam klucze na stolik i zdjęłam kurtkę. Poczułam zapach naleśników i bitej śmietany. Weszłam do kuchni przestraszona, że ktoś tu jest.
Przede mną stał Matt. Nie widziałam go już tydzień.
-Co tu robisz?
-Gotuję Ci obiad. - uśmiechnął się i podszedł do patelni pilnując naleśnika.
Obok była gofrownica. Na czystych, białych talerzach zobaczyłam gofra, zrobionego wprost idealnie, jak mi się nigdy to nie udało. Truskawki, bita śmietana,maliny, jagody... to było to, czego najbardziej chciałam. To był wymarzony lekki obiad.
-Siadaj Ali. - odsunął mi krzesło i ludzkim tempem podszedł do patelni i elegancko i profesjonalnie naleśnik klapnął na talerzyku.
-Smacznego kochanie. - pocałował mnie w policzek a ja zaskoczona zaczęłam wsuwać.
-Nigdy... nie jadłam czegoś tak doskonałego. - mruknęłam przez zapchane usta. - Nawet w restauracji najlepszych kucharzy świata.
-Uczyłem się dwadzieścia lat we Francji. Kuchnia Hiszpańska, Grecka i Francuska opanowana bezbłędnie. Nikt nie oszuka idealnego kucharza jakim jestem ja.
-Uwielbiam twoje wysokie mniemanie o sobie. - uśmiechnęłam się.
Zaśmiał się.
-Spytam jak twój ojciec, ale... jak tam w szkole? - spytał z uśmiechem obserwując jak jem jego doskonałości.
-Ehm... - odłożyłam widelec i spojrzałam na niego zdenerwowana. - Mam nauczyciela anatomii i fizjologii... który... cię zna.
-Jak to mnie zna? Chodziłem tam do szkoły, pewnie mnie kojarzą...
-Zna twoje prawdziwe imię i nazwisko, Matt.
-Co takiego? Może słyszał...
-Gdzie i skąd? Nikt nie zna twojego imienia.
-Jak wyglądał? Czego chciał?
-Młody... tajemniczy. Oczy robią mu się czarne. Całe... Mówił, że masz się przygotować...
-Kurwa.
-Co się dzieje? - spytałam.
-Powiedziałaś, że mnie znasz, tak?
-No... a czemu nie? Miałabym kłamać...?
-Kurwa,kurwa,kurwa. Nie pokazuj się w tej szkole. Rozumiesz?
-Ale... Matt...
-Trzymaj się blisko mnie. Albo nie. Nie,nie... Blisko hybryd. Dobra? Nie wierzę że to mówię... ale z nimi będziesz bezpieczniejsza niż ze mną.
-Kim on jest...?!
Podszedł do mnie i złapał moją twarz w obie dłonie.
-Kocham Cię. Ale przy mnie zrobi ci najwięcej szkód.
I zniknął.
środa, 23 grudnia 2015
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
statystyka
Popularne posty
-
Byłam przerażona! Nie mogłam pozwolić by Klaus dostał to dziecko. Dziś przeprowadziłam poważną rozmowę z Maksem. Wieczorem pojechałam do Al...
-
Siedziałam w domu i czekałam aż wróci mój brat. Miałam z nim do pogadania. Chciałam się wiele jeszcze dowiedzieć... Akurat gdy robiłam ...
-
Parę dni spędziłem na leczeniu się. Kiedy już mogłem wstać z łóżka i normalnie samodzielnie chodzić zszedłem na dół. Wsiadłem na tarasie. Po...
-
Gdy weszłam do sali gdzie leżała Kath po porodzie... wcale nie poczułam się lepiej. Wcale nie poczułam tego, że macierzyństwo to piękna sp...
-
Wiedziałam, że czarownice stoją za wszystkim. Jestem częścią jakiegoś planu czy coś, nie mogli zaatakować mnie bez powodu. A jeśli jestem ...
-
Alaska została uwolniona z zarzutów, Matt siedział w więzieniu a dzisiejszego wieczoru miałem przedstawić Kath moim bliskim. W sumie to oni ...
-
Byłem wściekły! Podszedł do mnie Aki. -Ale Ci dogadała..-powiedział. -Wkurwiła mnie. Jeszcze zobaczy. -Ej! Tylko nie przesadź z tym co z...
-
Bae znów się pojawiła. Trzymała w ręku wodę. Kucnęła przy mnie i pokręciła głowa obserwując całą mnie - zakrwawioną i obitą. -Zostaw hybr...



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz