***Od Katherine***
Mieszkałam u Maksa już od dwóch tygodni. Moje rodzeństwo jak na razie nie dawało o sobie znać. Wiedziałam dobrze ze nie było to dobrym znakiem. Czułam zę coś sie stanie.
I jak zwykle moja intuicja mnie nie zawiodła.
Dziś Maks z rodzeństwem pojechali coś załatwić a ja zostałam sama w domu. Zabrałam się za robienie obiadu.
Właśnie kiedy odcedzałam makaron poczułam za mną czyjąś obecność. A raczej znajomą obecność. Odwróciłam sie powoli.
-Czego chcesz? -zapytałam.
-Może milej byś sie do ojca odzywała?
Uniosłam jedna brew i zaplotłam ręce.
-Przyszedłem po ciebie. Dosyć tej zabawy.
-Nigdzie z tobą nie pójdę. I ja sienie bawię.
-Powiedziałem coś a ty jako moja córka masz sie mnie słuchać.-powiedział ostro.
-Bo co?
-Przekonasz się.
-Nie groź mi bo sie ciebie nie boję.
-Do zobaczenia.. niedługo.-powiedział wychodząc.
Co to miało być? Pff też coś.. on chyba nie myślał ze z nim pójdę?
Zrobiłam obiad ale tamci jeszcze nie wrócili więc postanowiłam sie przespacerować.
Szłam chodnikiem w stronę centrum. Minęły mnie dwie biegnące dziewczyny. Ludzie maja szczęście. Mogą żyć normalnie. Większość jest niczego nie świadoma. Westchnęłam.
Nagle jedna z dziewczyn sie potknęła i upadła na chodnik. Jej koleżanka pomogła jej wstać. Miałam już sie zapytać czy nic sie nie stało kiedy poczułam to. Ten słodki metaliczny zapach zmieszany z zapachem ziemi. Stanęłam nie ruszając się. Nawet nie oddychałam. Ile to już czasu minęło odkąd ostatni raz sie karmiłam? To było od razu po przebudzeniu.. ale to był jeden jedyny raz a potem obiecałam sobie że więcej sie nie nakarmię. Żyłam w głodzie już jakieś cztery miesiące. A w dodatku teraz z tylko mi znanych przyczyn.. ten głód był silniejszy. Szybko odwróciłam sie na piecie i jak najszybciej trafiłam do domu. Dużo mnie to kosztowało.
Zamknęłam za sobą drzwi. Oparłam sie o nie plecami i zamknęłam oczy. Musiałam uspokoić oddech.
-Coś się stało?-usłyszałam głos Ady
Cholera wrócili! I jeszcze widzą mnie w tym stanie.
-Nie nic.. Biegałam i nic.-powiedziałam z udawanym uśmiechem i szybko poszłam na górę do pokoju mojego i Maksa.
Zrobiło mi sie niedobrze. Ledwo co zdążyłam do łazienki. Wampiry nie mają mdłości.. no ale w pewnej części jestem też czarownicą.
Do pokoju wszedł Maks akurat jak wychodziłam z łazienki.
-Coś sie stało?-zapytał i przytulił mnie.
-Nie tylko jakoś dziwnie sie czuje. Chyba będę chora.. Jestem w połowie czarownicą.. a one chorują wiec to nic dziwnego.
No dobra.. To było bardzo dziwne. Ani ja ani moi bracia nigdy nie chorowaliśmy. Zdrowie mamy po wampirach.
-Połóż się a ja pójdę ci po coś do jedzenia.
-Załatw mi czekoladę. Mam ochotę na czekoladę.-powiedziałam.
-Dobrze moja droga.
Wyszedł a ja położyłam się.. i nie doczekałam sie czekolady ponieważ zasnęłam.
***
Obudziłam sie w nocy. Maks spał obok mnie. Czekolada leżała na nocnej szafce. Wstałam. Musiałam sie przejść. Koniecznie.
ubrałam sie i wyszłam z domu niezauważona. Każdy spał.
Jako ze ten dom był umiejscowiony w lesie.. nie musiałam się obawiać ze spotkam tu teraz jakiegoś rannego, krwawiącego człowieka.
Poszłam w głąb lasu.
I to nie był dobry pomysł. W pewnym momencie wyczułam kogoś obecność. Odwróciłam sie i zobaczyłam jednego ze sługów Klausa.
Zaatakował mnie.
Odparłam atak i rzuciłam go na drzewo. Nadział sie na gałąź i teraz nie żył. Patrzyłam sie na niego zdezorientowana. I wtedy inny zaszedł mnie od tyłu. Odepchnął mnie daleko. Walnęłam plecami o drzewo na którym wisiał nabity wampir.
Zakręciło mi sie w głowie jednak wstałam. Byłam zła.
-Czego chcecie?-zapytałam.
-Idź ze mną.-powiedział.
-Nigdy.
Tym razem to ja go zaatakowałam jednak kiedy sie zbliżyłam i złapałam go za gardło wbił mi strzykawkę. Wstrzyknął mi werbenę. Osunęłam się na zimie puszczając go jednak on szybko mnie podniósł i teraz on trzymał mnie za szyję.
-Ojciec nie mógł sie sam pofatygować-zapytałam po czym straciłam przytomność.
***
Ocknęłam się w piwnicy. Poznałam ja od razu. Znajdowałam się w piwnicy pod domem w którym spędziłam dzieciństwo. Oczywiście to nie był ten sam dom w którym mieszkali moi bracia. Ojciec nie był głupi. Im by sienie spodobało to że ojciec napuścił na mnie swoich sługów by mnie unieszkodliwili a potem zamknięto w obskurnej piwnicy.
Właśnie Klaus schodził na dół.
-Witaj kochana. Mówiłem ze sie niedługo zobaczymy.-powiedział z uśmiechem.
-Czego chcesz? Nie dołączę znowu do rodziny!
-Dlaczego? Istnieje jakiś inny powód niż to że cytuję "zmieniłaś się i już sie nie karmisz a twoja rodzina przynosi tylko pecha i otacza sie nieszczęściem i śmiercią?"
-Do czego zmierzasz?
-Odpowiedz. Czy istniej inny powód? I nie chodzi mi tu o to ze zaprzyjaźniłaś sie z tamtymi hybrydami.
-Nie wiem o co ci chodzi.
-Doprawdy? Mi sie jednak wydaje że wiesz.
-Nie. Nie wiem do czego zmierzasz ale nie możesz mnie tu trzymać w nieskończoność. Uwolnię sie stąd a hybrydy niedługo zaczynom mnie szukać. Moim braciom też sie nie spodoba to ze mnie więzisz.
-Twoi bracia nic nie zrobią. Szanują mnie i moje zdanie i mi sienie sprzeciwią. Są dobrymi dziećmi w porównaniu do ciebie córeczko. Wracając do tematu. Jest jakiś inny powód dlaczego chcesz uciec od rodziny?
-Nie.
-A może nie chcesz mieć z nami do czynienia ponieważ boisz sie że zrobimy krzywdę dziecku.. ponieważ jesteś w ciąży? Nie bój się. Nie skrzywdził bym wnuka bądź wnuczki. A może to będą bliźniaki? W końcu tatuś hybryda ma brata bliźniaka a ty tak samo. Będę dumnym dziadkiem kochana.
Zamilkłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz