Siedziałam na krześle w szpitalu na korytarzu przy salach. Nawet nie mogliśmy wejść do Maksa. Tylko jego rodzice i brat mogli. Przynajmniej tyle. My widzieliśmy go przez szybę. Był w krytycznym stanie. Prawie wszystkie kości miał połamane, lewą nogę mógł stracić oraz doznał ciężkiego uszkodzenia mózgu. Istniały możliwe opcje jak z nim będzie dalej ale żadna nie była za kolorowa np. bycie roślinką, skończy na wózku bądź tylko straci nogę... No i niewiadome skutki urazu mózgu. No i oczywiście może.. Umrzeć.
Każdy z nas był załamany. Nie wiedzieliśmy co robić.. A raczej nic nie mogliśmy zrobić. Byliśmy bezradni.. Mogliśmy tylko czekać. Najbardziej przeżywał to Aki. W końcu był jego bratem bliźniakiem. Jeśli umrze Maks... Aki tak samo nie będzie żył. Tak już jest. Jeden z nas umiera... Umiera jego bliźniak. Przynajmniej nie zostawał bez swojej połówki.
-Zadzwonię do niej.. Jeśli nie zmieniła numeru..-powiedziałam przerywając ciszę.
Aki się wściekł.
-Przez nią on umiera!!!
-Nie przez nią. Wiesz o tym. -wiedział... Ale był w szoku.. Bał się-To my ukrywaliśmy prawdę.. A to że miał wypadek.. To po prostu..
Nie wiedziałam co powiedzieć.
Wstałam więc i wybrałam numer do Alaski. Tak na prawdę nie wiem po co.. Ale Maks już dwa dni leżał w ciężkim stanie... prawie martwy.
Był sygnał. W duchu się ucieszyłam a kiedy odebrała.. Poprosiłam ją tylko by przyjechała i miałam nadzieje że to zrobi. Może... Jej obecność... Podtrzyma go przy życiu? Nadzieja umiera ostatnia...
Każdy z nas był załamany. Nie wiedzieliśmy co robić.. A raczej nic nie mogliśmy zrobić. Byliśmy bezradni.. Mogliśmy tylko czekać. Najbardziej przeżywał to Aki. W końcu był jego bratem bliźniakiem. Jeśli umrze Maks... Aki tak samo nie będzie żył. Tak już jest. Jeden z nas umiera... Umiera jego bliźniak. Przynajmniej nie zostawał bez swojej połówki.
-Zadzwonię do niej.. Jeśli nie zmieniła numeru..-powiedziałam przerywając ciszę.
Aki się wściekł.
-Przez nią on umiera!!!
-Nie przez nią. Wiesz o tym. -wiedział... Ale był w szoku.. Bał się-To my ukrywaliśmy prawdę.. A to że miał wypadek.. To po prostu..
Nie wiedziałam co powiedzieć.
Wstałam więc i wybrałam numer do Alaski. Tak na prawdę nie wiem po co.. Ale Maks już dwa dni leżał w ciężkim stanie... prawie martwy.
Był sygnał. W duchu się ucieszyłam a kiedy odebrała.. Poprosiłam ją tylko by przyjechała i miałam nadzieje że to zrobi. Może... Jej obecność... Podtrzyma go przy życiu? Nadzieja umiera ostatnia...
***
Mijały minuty.. nic kompletnie nic sie nie działo. Siedziałam na poczekalni. Nie dawałam już rady psychicznie tego wytrzymać.
Sam podszedł do mnie i usiadł obok. Przytulił mnie. Każde z nas to przeżywało.
-Czemu ja tego nie widziałam? Czemu nie dostałam wizji?-zapytałam zła i smutna.. bardo smutna.
-To nie twoja wina. Będzie dobrze.-powiedział Sam.
-Musi być.-wychlipałam.
Wtedy usłyszeliśmy zamieszanie na korytarzu. Pielęgniarki biegły wraz z lekarzem. Coś się działo.. i to tam gdzie był Maks.
Zerwaliśmy sie szybko i pobiegliśmy tam. Stanęliśmy wszyscy przy szybie. Nie mogliśmy wejść. Widzieliśmy jak lekarz wraz z pielęgniarkami robią coś przy Maksie. Byli przestraszeni.
Spojrzałam na maszynę. Serca Maksa biło bardzo słabo..
-Nie..-wyszeptałam ze łzami w oczach.
Rodzice Maksa i Akiego też stali przy szybie. Ich mama płakała wtulona w męża. Dlaczego nie dostałam wizji? Dlaczego?! Wtedy.. mogłabym temu zapobiec.. Spojrzałam znowu na przyjaciół.. rodziców Maksa..
Nagle matka Akiego i MAksa zaniosła się głośnym szlochem. Patrzyła na coś. Spowrotem spojrzałam za szybę na salę.. na maszynę..

Serce Maksa stanęło..
Lekarze starali się wznowić akcje serca. Spojrzałam na Akiego który stał przy mnie.. akurat w tym momencie w którym upadł.. Sam i Eryk złapali go. Jego rodzice byli jeszcze bardziej przerażeni kiedy zobaczyli krew spływajacą z jego nosa.
Jeśli Maksa serca nie zacznie znów bić.. Aki umrze. Na razie.. jeszcze żył.
Mark pobiegł po pielęgniarkę. Kiedy za nim spojrzałam dostrzegłam stojacą na korytarzu Alaskę. Patrzyła prosto na nas przerażona..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz