Jechałem właśnie do warsztatu kiedy zobaczyłem na poboczu samochód. Obok niego przy otworzonej masce stała dziewczyna. Zatrzymałem się.
-Hej. Pomóc?-zapytałem.
-Spadłeś mi chyba z nieba. Wiesz... ja sie na tym nie znam.. ale po prostu zgasł..
-Pokaż.-podszedłem i posprawdzałem różne części.
Na pierwszy rzut oka nic nie widziałem.
-Daj kluczyki zobaczę może uda mi sie go odpalić.
Dziewczyna dała mi je i usiadłem na miejscu kierowcy. Ona stanęła w otwartych drzwiach.
-Jestem Katherine. -powiedziała.
-Ja Maks.. hmm.. tu nic nie poradzę. Musiałbym go zabrać na warsztat.
Spojrzałem sie jej prosto w oczy.. i wtedy poczułem sie na prawdę dziwnie.. Jakby.. w mojej głowie coś sie przełączyło.. Serce mocniej mi zabiło. Miała cudowne oczy.
-Nie miałabym jak go tam przetransportować.-powiedziała robiąc smutna minę.
Katherine była szczupłą, wysoką jednak niższą ode mnie brunetką. Miała cudowne oczy i głos.
-Mógłbym teraz podwieźć cie do miasta albo do domu.. Mieszkasz tu?-zapytałem,.
-Przyjechałam wczoraj.. zatrzymałam sie na chwilę.
-To mógłbym cie podwieźć na moim motorze a po twój samochód przyjechałbym potem.. akurat wybieram sie do warsztatu w którym pracuję. -powiedziała mpatrząc sie jej prosto w oczy i powiedziałem wtedy coś co i mnie zaskoczyło-Naprawa byłaby na koszt firmy.. wszystko dla tak uroczej dziewczyny.
-A myślałam że tacy jak ty dawno wyginęli.. no proszę chyba mam przed sobą ostatniego dżentelmena.
Wysiadłem i zamknąłem jej samochód. Stał na poboczu wiec nic mu sie nie stanie i nie stwarza zagrożenia dla ruchu. Podałem jej mój kask.
-A ty?-zapytała cudownym głosem.
-Mi nie jest potrzebny.-powiedziałem i odpaliłem motor. Poczekałem aż założy kask i usiadła za mną. Objęła mnie w pasie. Zrobiło mi się jakoś ciepło.. i miło.
Ruszyłem a ona wtedy przytuliła sie do moich pleców. Uśmiechnąłem się. Nie jechałem szybko.. uważałem.
Przecież niespełna miesiąc temu.. wybudziłem się. Wróciłem do żywych. Cudem też dwa dni później wyszedłem ze szpitala.. byłem w 101% zdrowy. Nie pamiętałem gdzie jechałem kiedy miałem wypadek.. nie pamiętałem powodu. I nie wiem dlaczego.. jakaś część mnie.. choć nie do końca bo wydawała mi się ona obca.. mówiła że nie chcę wiedzieć. Dlatego nie słuchałem tego co mówi mój brat i reszta. Nie chciałem wiedzieć co mi umknęło. I nie wiedziałem dlaczego nie chcę wiedzieć.
Tak wiem dziwne. Ale po prostu nie chciałem..
Dojechałem tam gdzie chciała. Zsiedliśmy z motoru. Podała mi kask.
-Dzięki Maks.-powiedziała z uśmiechem-Może.. dasz sie namówić na spotkanie?-zapytała.
-Hm.. z przyjemnością.-powiedziałem patrząc sie jej prosto w oczy.
-To będzie taka nasza "randka".
Uśmiechnąłem się.
-Może jutro.. w kawiarni w centrum miasta?-zapytałem.
-Z przyjemnością. O 18?-zapytała.
-Czemu tak późno?-zapytałem.-Może o 16?
-Dobrze. Do zobaczenia.-powiedziała posyłając mi uroczy uśmiech.
Pojechałem do warsztatu. Odstawiłem swój motor i wziąłem wóz holowniczy. Pojechałem po samochód Kat. Nie mogłem sie doczekać jutrzejszego spotkania z nią... Nie wiem czemu od kiedy nie byłem przy niej odczuwałem dziwną pustkę. Tak jakby.. moje życie straciło sens.
Dziwne.. bardzo dziwne.. lecz.. nie wiem czemu mi sięjednak nie wydawało to takie dziwne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz