sobota, 26 grudnia 2015

Od Katherine

Obiecałam Mattowi ze pomogę mu. Musiałam to zrobić. Percy nie da żyć ani mnie, ani Maksowi a o dziecku już nie wspomnę.
Umówiłam się z Mattem ze wieczorem przyjadę do niego i omówimy szczegóły. Jednakże teraz mogłam wreszcie wrócić do Maksa. Nie wiedziałam czy to dobry pomysł. Jeśli Percy go skrzywdzi przeze mnie? Jednak to było nieuniknione. Jeśli nie zniszczymy go szybko to on zniszczy wszystko to co kochamy.
Stanęłam przed drzwiami domu Maksa i jego rodzeństwa. Westchnęłam i weszłam do środka.
-Raz kozie śmierć.. -powiedziałam szeptem sama do siebie.
Na korytarz wyszedł Aki.
-Jest Maks w domu?
-Matko.. dziewczyno wreszcie wróciłaś.. myślałem ze mój brat zgłupieje. Jest w waszym pokoju-pokazał na schody.
-Dzięki.-powiedziałam i ruszyłam w stronę schodów. On zerknął na mnie jeszcze i jego wzrok powędrował na mój już zaokrąglony brzuch.
Otworzył szerzej oczy.
-Kath..
-Tak.-powiedziałam i wbiegłam po schodach.

Uchyliłam drzwi do pokoju.
-Maks.-powiedziałam.
Stał przy oknie. Szybko sie odwrócił.
Podeszłam do niego i go przytuliłam. On po chwili także przytulił mnie.
-Tak sie martwiłem.-pocałował mnie w czoło.
-Nie potrzebnie. Wróciliśmy już.-powiedziałam.
-Wróciliśmy?-odsunął mnie od siebie ale tylko troszkę.
-Tak. Wróciliśmy. -dotknęłam brzucha.
On od razu zrozumiał. Pocałował mnie delikatnie.
-Będę tatusiem?
-Tak.-powiedziałam z uśmiechem.
Przytulił mnie.

***

Dwa dni później mieliśmy z Mattem już praktycznie wszystko zaplanowane. Właśnie Maks z rodzinką pojechał po coś. Nie chcieli powiedzieć po co. Podobno to niespodzianka.
Snułam sie więc po pustym domu kompletnie bez celu. Brzuch był coraz większy. Ciąża przebiegała już tak jakby trwała 4 miesiące.
Wlałam sobie do szklanki krwi. Umówiliśmy sie z Maksem ze przez okres trwania ciąży będę piła krew lecz zwierzęcą. Mattowi też zależało na tym bym sie karmiła bo wtedy byłam silniejsza. A jeśli o mnie chodzi w ogóle bym tego nie robiła gdyby nie dziecko.
A konkretnie córeczka. Cieszyłam sie bardzo z tego że zostanę matką.
Już miałam wypić tę krew kiedy usłyszałam za sobą kogoś lecz zanim zdążyłam sie odwrócić i zareagować ten ktoś powalił mnie na taboret stojący przy pianinie. Podduszał mnie.





Nie ważyłam sie nawet ruszyć.
-Percy chcę sie z tobą spotkać.
Teraz zrozumiałam. Wampir był wysłannikiem mojego wroga.
Rozluźnił trochę ucisk na mojej szyi tak bym mogła powiedzieć cokolwiek.
-Mam już inne plany.-wysyczałam.
Może to nie było odpowiednie w tej chwili ale nie miałam najmniejszej ochoty być miła.
-To je zmienisz.
-Przykro mi nie mogę.
-Albo stanie sie krzywda twojej córeczce-wysyczał mi do ucha po czym po prostu znikł.
Do domu wszedł Maks z rodzeństwem akurat wtedy kiedy sie podnosiłam. Podbiegł do mnie.
-Coś Ci sie stało?
-Nie. Wszystko jest dobrze.-skłamałam.
Musiałam spotkać sie jak najszybciej z Mattem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

statystyka

Popularne posty

Obserwatorzy