-Hej Alaska.-powiedziałem podchodząc do baru.
-O część Maks... przyszedłeś się napić? Co chcesz?-zapytała wskazując na alkohol za sobą
-Nie.. nie pije. Przyszedłem do ciebie.
-Do mnie?-była zaskoczona.
-Słuchaj nie wiem co się stało wcześniej.. Czuje się tak jakby wcześniej coś mnie przed tobą z daleka trzymało. Chciałem to nadrobić.. ten czas.
-Emm.. nie wiem co powiedzieć.
-Co ty na to by wieczorem spotkać się? TY, Kath i ja? Zrozumiem jak nie będziesz chciała..
-Nie no.. nie mam nic przeciwko.
-Także do zobaczenia. Przyjadę po ciebie o 18.. Pojedziemy coś zjeść.
-Dobrze.
-A jak się czujesz? Dajesz sobie radę z ciążą?
-Emm tak. NA razie nie jest źle.
-Wiedz że zawsze możesz na mnie polegać. Tamto się nie powtórzy.
Wyszedłem z baru i pojechałem do Kath.
Akurat wychodziła od lekarza.
-I jak tam śliczna?-pocałowałem ja w czoło.
-Dobrze. Mam tylko uważać jeszcze bardziej. Lada moment w końcu nasza malutka może zechcieć przyjść na świat.
-Kocham was. Moje małę dziewczynki.-przytuliłem ją.
Pojechaliśmy do domu. W drodze powiedziałem jej o tym że umówiłem nas z Alaską na wieczór.
-Szkoda mi jej.. Zostanie samotna matką. Gdybym.. wtedy coś zrobiła..
-Słuchaj! To je nie jest twoja wina! I tak dużo ryzykowałaś! Walczyłaś pomimo ciąży. Chciałaś dobrze. To nie twoja wina.
-Ale.. gdybyś coś zrobiła..
-To możliwe ze byś i ty zginęła. A wraz z tobą nasza córeczka. Zrobiłaś nawet więcej niż musiałaś.
-Ale czuję że mogłam coś jeszcze zrobić.
-Nie obwiniaj się. To nie twoja wina,
-Matt.. był moim bratem bliźniakiem. Jego strata boli.-powiedziała i przytuliła mnie.
Objąłem ją a ona zaczęła płakać.
-Nawet nie mamy jak go pożegnać.. Nie ma ciała.. nie ma jak zrobić pogrzebu..
-Wiem kochanie. Spokojnie. Nie płacz.
Pocałowałem ją w czoło. Byliśmy już w naszym nowym domu. Zaniosłem ja do sypialni i położyłem na łóżku.
-Odpoczywaj kochanie.
Zanim wyszedłem z sypialni już spała.
Kochałem ją. Bardzo.
O 16 Kath zeszła na dół.
Ja czekałem właśnie na nią.
Usiadła obok mnie na kanapie i się przytuliła.
-Jak się czujesz?
-Dobrze.
-Na pewno?
-Tak.
-To dobrze.
Pocałowałem ja w czoło.
Równo o 18 podjechaliśmy po Alaskę. A następnie cała trójka wybraliśmy się do restauracji.
Ludzie się trochę dziwnie na nas patrzyli. Ale się nie dziwię. Jeden chłopak, jedna dziewczyna w zaawansowanej ciąży a druga z lekko zaokrąglonym brzuszkiem. Ale mieliśmy gdzieś opinię ludzi. To byli tylko ludzie. A ludzie lubią gadać.
Usiedliśmy przy zarezerwowanym stoliku a po chwili przyszedł kelner z daniami. Miałem nadzieje że dzisiejszy wieczór się uda.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz