Inaczej zaczęłam rozpatrywać możliwość odnalezienia Klausa potajemnie. Gdyby ktokolwiek dowiedział się, że go szukam, nie puściłby mnie. Klausowi zależy na kolejnym potomku, jeśli jest to dziecko najsilniejszego z jego dzieci. Katherine nie odda dziecka, ale Klausowi starczy jedno. O jedno mu chodzi, a więc skoro sama wiem, że nie podołam wyzwaniu bycia matką to też wiem, że z sensem postąpię jeśli oddam dziecko w ręce Klausa.
-Alasko? Wszystko dobrze? - spytał Maks zaniepokojony.
-Tak... ech... przepraszam... zamyśliłam się...
-To widzimy. - spojrzała Kath na Maksa.
-Może powinnaś na czas ciąży zamieszkać u nas? - spytał Maks.
I tego się najbardziej obawiałam.
-Wiesz co... chciałam sama sobie radzić. Łącznie z dzieckiem. Z ciążą... mam zamiar sama przygotować nam w miarę normalne życie...
Kłamstwo po kłamstwie.
Nie mam innego wyboru.
-Nie spodziewałam się takiej pozytywnej energii u ciężarnej. - zaśmiała się Katherine i wypiła łyk wody po czym się lekko skrzywiła. - Ugh.. Nie lubię wody. Smakuje... właściwie.. to nie smakuje wcale. Nie ma smaku...
-Innych rzeczy nie możesz pić. - pocałował ją Maks.
Kath skarciła go wzrokiem, chyba chodziło o to, że jestem tu ja, na dodatek w żałobie po swoim ukochanym bez którego nie wyobrażam sobie życia.
-Nie przesadzajmy. - zaśmiałam się. - To, że... że... że Matt nie żyje... to nie znaczy, że od razu uznawać to za temat tabu.
-Na pewno...? - spytała Kath.
-Katherine, przecież nie zabronię się wam gździć po kątach gołąbeczki. - zaśmiałam się.
Wróciłam do domu i postanowiłam wziąć jednodniowy urlop. Musiałam sprawdzić, czy Karol jest w domu. Z nim miałam najlepszy kontakt, chyba nawet jedyny z całej rodziny Matta. Oprócz Katherine. Ale ona nie pomoże mi odnaleźć Klausa.
Stanęłam przed dworem Klausa i zapukałam do drewnianych, zdobionych ręcznie drzwi. Otworzyły się po dwóch minutach. Oczywiście zrobił to Michael. Zaskoczony wpuścił mnie od razu.
-Co się stało, Ala? - spytał cichym, spokojnym głosem.
-Nie wiesz, czy jest Karol?
-Jest... zawołać go, tak?
-Gdybyś mógł... - kiwnęłam głową z lekkim uśmiechem.
-KAROL! ZŁAŹ TU POPAPRAŃCU! - krzyknął Mich gdzieś w głąb wielkiego domu.
-Zostaw nas samych. - powiedział Karol z lekkim uśmiechem.
Był wysokim, napakowanym brunetem. Miał bardziej czerwone oczy niż zwykle. Zaprosił mnie do salonu i zaproponował whisky. Nie wiedział, że jestem w ciąży.
-Nie piję... właściwie... to muszę Ci coś powiedzieć i prosić o pomoc.
Wypił whisky i westchnął.
-Dobra, jestem gotów. Wal mała. - usiadł obok mnie.
-Jestem w ciąży. Z Mattem. Ale nie chcę tego dziecka. Potrzebuję Klausa, by je zabrał i zdjął ze mnie to brzemię.
-To aż tak wielkie brzemię?
-Chcesz się zamienić? - spytałam śmiertelnie poważnie.
-Weź, nie strasz mnie bachorami i czarownicami. Na pewno jesteś pewna, że chcesz je oddać Klausowi? Bo pamiętaj... ehm... że to KLAUS.
-Pamiętam. Ale nikomu innemu go nie oddam. Dom Dziecka jest zbyt patologiczny.
-Patologiczny? Dziewczyno, znajdź sobie parę która chce mieć dziecko i opchnij im za kupę kasy.
-To jeszcze bardziej patologiczne wyjście, Karol.
-W sumie, masz rację. Ale wiesz, nie wiem gdzie właściwie jest Klaus.
-Jak to?
-Po śmierci swojego ''jedynego'' idealnego synalka... puf, rozpłynął się w powietrzu.
-Nie możliwe, że zniknął ot tak.
-Wróci jak się dowie o twojej ciąży. Albo mam lepsze wyjście.
-Jakie?
-Katherine.
-Co z nią nie tak?
-Z nią? Nic. Chce tylko użyć ją jako wabika.
-Nie chcę jej tak wykorzystywać dla dobra własnego.
-Ależ ty masz dobre serduszko, ojejkuuuu. - pisnął kobiecym głosem. - Nie wiem na co Matt poleciał. Chyba na ładną twarz, dupe... i reszte.
Wkurzona wstałam gotowa do wyjścia. Zatrzymał mnie. Odwróciłam się do niego.
-Myślisz, że Mattowi zależało na byciu ojcem? On nawet zdechł myśląc, że robi dobrze. Bo cię ratuje. Alasko, jestem twoim przyjacielem ale myślę, że Matt kompletnie zapomniał kim jest i jaki jest. Tak samo Katherine. Jesteśmy złym pokoleniem wampirów. Od nas są wszystkie wojny przed laty, od nas są wszystkie kataklizmy, to my. TWÓJ MATT TEŻ. Był mózgiem operacji wraz z Kath i mną. Nasza twójka szczyciła się osiągami jakie mamy na koncie. Teraz wszystko się spieprzyło, przez to, że się wsunęłaś mu do spodni.
-Nie próbuj tak mówić. - powiedziałam bliska płaczu.
-Ależ Alasko, ja chcę tylko twojego dobra.
-Chcesz tylko swojego dobra, moje cie nie obchodzi.
-Matt zawsze zmieniał dziewczyny a potem znikał... teraz też tak może być.
-Nie uciekłby. On nie żyje!
-Nie uciekłby? Bo co? Bo cię... czekaj... kochał? Ala, ja nie chcę się kłócić i mieć na pieńku z ciężarną, ale po prostu przyznaj mi rację, skończymy tą idiotyczną dyskusję i przyniosę tu Kath. Klaus ma tu barierę dzięki której wyczuje Kath i dziecko. Przyleci jak mu zagramy.
-Nigdy nie przyznam ci racji i nie zaryzykuje życia dziecka Kath i jej.
-Obchodzi cię jej dziecko, a nie twoje?
-Nie chcę swojego dziecka ale to nie znaczy, że mam nienawidzić jej dziecka.
Karol zniknął ale zaraz potem zjawił się z Katherine. Przerażona podeszłam do Kath.
-Co tu jest grane?! - krzyknęła Kath. - Alaska?!
-Nie chciałam tego... Kath... nic ci nie będzie... - szepnęłam.
-Ty i Karol przeciwko mnie?!
-Nic ci nie będzie! - szepnęłam zapłakana.
Katherine chciała uderzyć Karola, ale on złapał jej pięść i przeszkodził jej.
-Co to, to nie, malutka Kath.
-Karol! Przestań, proszę. - podeszłam do niego, a on puścił jej rękę.
Po chwili do domu wszedł Klaus. Tak jak mówił Karol.
-Katherine, słonko... - szepnął Klaus zaskoczony.
-Co wy wyprawiacie?!
-Nic ci nie będzie. Zobaczysz...
-Spieprzaj! - odepchnęła mnie Kath.
-Niezły prezent. - zaśmiał się Klaus.
-Czekaj. - weszłam przed Kath. - Ja mam coś innego do zaoferowania w zamian za bezpieczeństwo Katherine i jej dziecka, na zawsze.
-Co takiego możesz mieć do zaoferowania, Alasko?
-Jestem w ciąży. Z Mattem. Możesz sprawdzić... Nie chcę tego dziecka, a oddam je od razu po porodzie. Ale jeśli obiecasz mi i Kath że zostawisz ją w spokoju. I jej dziecko.
-Hmm... zgoda. - uśmiechnął się.
Kath stała w szoku a ja patrzyłam na Kath płacząc. Starłam łzę i odetchnęłam.
-Przepraszam, Kath. - wyszłam z domu.
Gdy będę rodzić... Klaus się zjawi. I zabierze dziecko w cholerę. Nie chcę go i nigdy nie będę chcieć. Nie chcę nic, co przypominałoby mi miłość do Matta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz