niedziela, 3 stycznia 2016

Od Alaski

  Zdziwił mnie Maks... Nagła zmiana nastąpiła tak nagle po śmierci Matta? Może to właśnie Matt maczał palce w tym, żeby trzymał się ode mnie z daleka... fakt, był zazdrośnikiem, ale bez przesady... Trudno mi powiedzieć co tak naprawdę się działo. Sama od śmierci... wiadomo kogo... nie wiem dokładnie gdzie jest moje miejsce. Ale Matt oddał życie za moje bezpieczeństwo... powinnam się z tego cieszyć i być dumna, ale wcale nie jestem. Nienawidzę go za to, że zostawił mnie z dzieckiem. Że zostawił mnie, nasze dziecko... chociaż nie wyobrażam sobie Matta w roli ojca jak ja siebie w roli matki. Przeraża mnie to, że nosze w sobie dziecko. Nie chciałam mieć dzieci, tak też teraz ich nie chcę. Nawet jednego, ślicznego, małego dzieciątka. Nie dam mu tego, co powinno mieć dziecko. Nie ma ojca, nie zapewnię nam takiego życia, jakie powinnam. Nie dam rady. 
  Inaczej zaczęłam rozpatrywać możliwość odnalezienia Klausa potajemnie. Gdyby ktokolwiek dowiedział się, że go szukam, nie puściłby mnie. Klausowi zależy na kolejnym potomku, jeśli jest to dziecko najsilniejszego z jego dzieci. Katherine nie odda dziecka, ale Klausowi starczy jedno. O jedno mu chodzi, a więc skoro sama wiem, że nie podołam wyzwaniu bycia matką to też wiem, że z sensem postąpię jeśli oddam dziecko w ręce Klausa. 
-Alasko? Wszystko dobrze? - spytał Maks zaniepokojony. 
-Tak... ech... przepraszam... zamyśliłam się...
-To widzimy. - spojrzała Kath na Maksa. 
-Może powinnaś na czas ciąży zamieszkać u nas? - spytał Maks.
  I tego się najbardziej obawiałam. 
-Wiesz co... chciałam sama sobie radzić. Łącznie z dzieckiem. Z ciążą... mam zamiar sama przygotować nam w miarę normalne życie... 
  Kłamstwo po kłamstwie. 
  Nie mam innego wyboru. 
-Nie spodziewałam się takiej pozytywnej energii u ciężarnej. - zaśmiała się Katherine i wypiła łyk wody po czym się lekko skrzywiła. - Ugh.. Nie lubię wody. Smakuje... właściwie.. to nie smakuje wcale. Nie ma smaku...
-Innych rzeczy nie możesz pić. - pocałował ją Maks.
 Kath skarciła go wzrokiem, chyba chodziło o to, że jestem tu ja, na dodatek w żałobie po swoim ukochanym bez którego nie wyobrażam sobie życia. 
-Nie przesadzajmy. - zaśmiałam się. - To, że... że... że Matt nie żyje... to nie znaczy, że od razu uznawać to za temat tabu. 
-Na pewno...? - spytała Kath. 
-Katherine, przecież nie zabronię się wam gździć po kątach gołąbeczki. - zaśmiałam się. 

  Wróciłam do domu i postanowiłam wziąć jednodniowy urlop. Musiałam sprawdzić, czy Karol jest w domu. Z nim miałam najlepszy kontakt, chyba nawet jedyny z całej rodziny Matta. Oprócz Katherine. Ale ona nie pomoże mi odnaleźć Klausa. 
  Stanęłam przed dworem Klausa i zapukałam do drewnianych, zdobionych ręcznie drzwi. Otworzyły się po dwóch minutach. Oczywiście zrobił to Michael. Zaskoczony wpuścił mnie od razu. 
-Co się stało, Ala? - spytał cichym, spokojnym głosem. 
-Nie wiesz, czy jest Karol? 
-Jest... zawołać go, tak? 
-Gdybyś mógł... - kiwnęłam głową z lekkim uśmiechem.
-KAROL! ZŁAŹ TU POPAPRAŃCU! - krzyknął Mich gdzieś w głąb wielkiego domu. 
-Zostaw nas samych. - powiedział Karol z lekkim uśmiechem. 
  Był wysokim, napakowanym brunetem. Miał bardziej czerwone oczy niż zwykle. Zaprosił mnie do salonu i zaproponował whisky. Nie wiedział, że jestem w ciąży. 
-Nie piję... właściwie... to muszę Ci coś powiedzieć i prosić o pomoc. 
  Wypił whisky i westchnął.
-Dobra, jestem gotów. Wal mała. - usiadł obok mnie. 
-Jestem w ciąży. Z Mattem. Ale nie chcę tego dziecka. Potrzebuję Klausa, by je zabrał i zdjął ze mnie to brzemię. 
-To aż tak wielkie brzemię? 
-Chcesz się zamienić? - spytałam śmiertelnie poważnie. 
-Weź, nie strasz mnie bachorami i czarownicami. Na pewno jesteś pewna, że chcesz je oddać Klausowi? Bo pamiętaj... ehm... że to KLAUS. 
-Pamiętam. Ale nikomu innemu go nie oddam. Dom Dziecka jest zbyt patologiczny. 
-Patologiczny? Dziewczyno, znajdź sobie parę która chce mieć dziecko i opchnij im za kupę kasy. 
-To jeszcze bardziej patologiczne wyjście, Karol.
-W sumie, masz rację. Ale wiesz, nie wiem gdzie właściwie jest Klaus. 
-Jak to?
-Po śmierci swojego ''jedynego'' idealnego synalka... puf, rozpłynął się w powietrzu. 
-Nie możliwe, że zniknął ot tak. 
-Wróci jak się dowie o twojej ciąży. Albo mam lepsze wyjście.
-Jakie?
-Katherine. 
-Co z nią nie tak?
-Z nią? Nic. Chce tylko użyć ją jako wabika. 
-Nie chcę jej tak wykorzystywać dla dobra własnego. 
-Ależ ty masz dobre serduszko, ojejkuuuu. - pisnął kobiecym głosem. - Nie wiem na co Matt poleciał. Chyba na ładną twarz, dupe... i reszte. 
  Wkurzona wstałam gotowa do wyjścia. Zatrzymał mnie. Odwróciłam się do niego. 
-Myślisz, że Mattowi zależało na byciu ojcem? On nawet zdechł myśląc, że robi dobrze. Bo cię ratuje. Alasko, jestem twoim przyjacielem ale myślę, że Matt kompletnie zapomniał kim jest i jaki jest. Tak samo Katherine. Jesteśmy złym pokoleniem wampirów. Od nas są wszystkie wojny przed laty, od nas są wszystkie kataklizmy, to my. TWÓJ MATT TEŻ. Był mózgiem operacji wraz z Kath i mną. Nasza twójka szczyciła się osiągami jakie mamy na koncie. Teraz wszystko się spieprzyło, przez to, że się wsunęłaś mu do spodni. 
-Nie próbuj tak mówić. - powiedziałam bliska płaczu. 
-Ależ Alasko, ja chcę tylko twojego dobra. 
-Chcesz tylko swojego dobra, moje cie nie obchodzi. 
-Matt zawsze zmieniał dziewczyny a potem znikał... teraz też tak może być. 
-Nie uciekłby. On nie żyje! 
-Nie uciekłby? Bo co? Bo cię... czekaj... kochał? Ala, ja nie chcę się kłócić i mieć na pieńku z ciężarną, ale po prostu przyznaj mi rację, skończymy tą idiotyczną dyskusję i przyniosę tu Kath. Klaus ma tu barierę dzięki której wyczuje Kath i dziecko. Przyleci jak mu zagramy.
-Nigdy nie przyznam ci racji i nie zaryzykuje życia dziecka Kath i jej. 
-Obchodzi cię jej dziecko, a nie twoje?
-Nie chcę swojego dziecka ale to nie znaczy, że mam nienawidzić jej dziecka. 
  
  Karol zniknął ale zaraz potem zjawił się z Katherine. Przerażona podeszłam do Kath. 
-Co tu jest grane?! - krzyknęła Kath. - Alaska?!
-Nie chciałam tego... Kath... nic ci nie będzie... - szepnęłam.
-Ty i Karol przeciwko mnie?!
-Nic ci nie będzie! - szepnęłam zapłakana. 
  Katherine chciała uderzyć Karola, ale on złapał jej pięść i przeszkodził jej.
-Co to, to nie, malutka Kath. 
-Karol! Przestań, proszę. - podeszłam do niego, a on puścił jej rękę. 
  Po chwili do domu wszedł Klaus. Tak jak mówił Karol. 
-Katherine, słonko... - szepnął Klaus zaskoczony.
-Co wy wyprawiacie?! 
-Nic ci nie będzie. Zobaczysz... 
-Spieprzaj! - odepchnęła mnie Kath. 
-Niezły prezent. - zaśmiał się Klaus. 
-Czekaj. - weszłam przed Kath. - Ja mam coś innego do zaoferowania w zamian za bezpieczeństwo Katherine i jej dziecka, na zawsze. 
-Co takiego możesz mieć do zaoferowania, Alasko?
-Jestem w ciąży. Z Mattem. Możesz sprawdzić... Nie chcę tego dziecka, a oddam je od razu po porodzie. Ale jeśli obiecasz mi i Kath że zostawisz ją w spokoju. I jej dziecko.
-Hmm... zgoda. - uśmiechnął się. 
  Kath stała w szoku a ja patrzyłam na Kath płacząc. Starłam łzę i odetchnęłam.
-Przepraszam, Kath. - wyszłam z domu.
  Gdy będę rodzić... Klaus się zjawi. I zabierze dziecko w cholerę. Nie chcę go i nigdy nie będę chcieć. Nie chcę nic, co przypominałoby mi miłość do Matta. 
  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

statystyka

Popularne posty

Obserwatorzy